Czy mężczyzna może zrozumieć kobietę?

Czy mężczyzna może zrozumieć kobietę?

Od najmłodszych lat uczymy się, że przedstawiciele odmiennych płci różnią się od siebie niczym przybysze z różnych planet. Co miesiąc prawie 1000 zapytań wpisywanych w wyszukiwarki brzmi: „Jak zrozumieć kobietę?”. Każdy z nas chciałby poznać tajemny sposób na pojęcie złożonych mechanizmów kierujących emocjami, sposobem myślenia i zachowaniem naszych partnerów. Ale czy rzeczywiście jest między nami aż tak duża przepaść? A może kobiety i mężczyźni dogadywaliby się bez problemu, gdyby tylko otworzyli się na drugą stronę relacji i nie wmawiali sobie, że rozmawiają z przedstawicielem innego świata?

Lubimy myśleć, że nasza rzeczywistość jest stała, zrozumiała i można ją opisać za pomocą prostych zasad oraz twierdzeń. Przewidywalność sprawia, że czujemy się bezpiecznie. Czasami wolimy uwierzyć w coś, co nie jest dla nas przyjemne i korzystne, niż radzić sobie z niepewnością. Ta ogólna tendencja stanowi jedną z przyczyn, dla których tak chętnie tworzymy stereotypy i im hołdujemy. Jest to naturalna skłonność i sposób, w jaki społeczeństwo radzi sobie z nadmiarem informacji docierających z otoczenia. Nie jesteśmy w stanie objąć rozumem całej złożonej rzeczywistości, w związku z czym lubimy tworzyć kategorie, generalizować i formułować różnego rodzaju schematy oraz skrypty mówiące nam, jak powinniśmy się zachowywać w konkretnych sytuacjach. Niestety, stereotypy mogą ułatwiać życie jednym, zaś utrudniać drugim. Uproszczenia i uogólnienia bywają krzywdzące, ponieważ każdy z nas jest inny, a większość ludzi dąży do zaznaczenia własnej indywidualności. Nie lubimy być trybikami i nie chcemy być postrzegani wyłącznie jako część grupy. Zwłaszcza, że nie ma możliwości, by zbiory te były tak jednorodne, jak nam się wydaje. Schematy i stereotypy być może pomagają nam poczuć, że świat jest zrozumiały, jednak jednocześnie zafałszowują jego obraz.

Nic dziwnego, że poradnik pt. „Mężczyźni są z Marsa, a kobiety z Wenus” autorstwa Johna Graya zyskał tak wielką popularność. Książka i opisywane w niej teorie stanowią odzwierciedlenie wiary w dychotomię społeczeństwa, wyznawaną przez ogromną rzeszę osób. Gray powielał stereotypy na temat każdej z płci, twierdząc, że kobiety mają nieustanną potrzebę rozmawiania o swoich emocjach, zaś mężczyźni wolą działać, a od „przegadywania” problemów wolą czas spędzany w samotności. Wiele z jego stwierdzeń opierało się na ogólnikach, lubił generalizować i naginać fakty, by potwierdzały jego teorię. Mimo to wiele osób potraktowało jego publikację niczym wyrocznię, szukając w niej odpowiedzi na wszystkie problemy komunikacyjne w swoich związkach. Z jednej strony można się w tym dopatrywać pozytywnych skutków: część osób zrozumiała, że kłótnie nie zawsze stanowią dowód na złą wolę drugiej strony. Często wynikają z naturalnych różnic między partnerami – bo przecież nawet najlepiej dobrani i najbardziej kochający się ludzie nie mogą być identyczni. Z drugiej jednak strony, ogromna liczba czytelników uznała, że porozumienie między przedstawicielami obu płci jest po prostu niemożliwe, ponieważ są od siebie tak odmienni jak mieszkańcy dwóch różnych planet. Wszystkie kłopoty w komunikacji, nieporozumienia i niedopasowania zaczęto tłumaczyć odmienną budową mózgu kobiet i mężczyzn. Jak nietrudno się domyślić, taki sposób myślenia nie pomaga otworzyć się na drugą osobę i wejść z nią w dialog. Po co, skoro i tak nie da się z nią dogadać?

Dzisiejsze czasy mogą być trudne dla osób o konserwatywnych poglądach, lubujących się uproszczeniach i stereotypach. Jakiś czas temu tradycyjne role płciowe zwyczajnie odeszły do lamusa. Kobiety robią kariery, zajmują kierownicze stanowiska, są świetnymi kierowcami, a także nie zawsze marzą o białej sukni i gromadce dzieci. Mężczyźni korzystają z urlopów ojcowskich, sprzątają, gotują, znajdują satysfakcję w wychowywaniu dzieci i dbaniu o dom, nie boją się łez i bywają bardzo wrażliwi. Jednym z głównych czynników, które przesądziły o takim stanie rzeczy, było wynalezienie skutecznej antykoncepcji. W czasach, w których kobiety większość życia spędzały w ciąży, a zdobywanie pieniędzy i pożywienia wiązało się z pracą fizyczną, obie płcie musiały dostosować się do panujących warunków. Panie potrzebowały pomocy i ochrony, a w zamian pełniły podległą funkcję w małżeństwie. Na szczęście dziś nie ma żadnego powodu, by powielać ten przestarzały układ. Zwłaszcza, że nie był on korzystny dla żadnej ze stron, ponieważ nie pozwalał jednostkom na bycie sobą i zaspokajanie własnych potrzeb. Los każdego był z góry przesądzony i nikt nie pytał, czy mu to odpowiada. Dziś jest inaczej i powinniśmy to docenić – między innymi poprzez odrzucenie ograniczających nas schematów myślowych. Skoro możemy być tym, kim chcemy, dlaczego mielibyśmy z tego nie korzystać?

Niestety, pomimo zmian społecznych, wiele osób wciąż wierzy w to, że płeć jest głównym czynnikiem determinującym cechy charakteru oraz zachowania. W dodatku z góry zakładają, że każda różnica ma podłoże biologiczne i wrodzone. Innymi słowy: nie zdają sobie sprawy z tego, że niekoniecznie urodziliśmy się tacy, jacy jesteśmy – w dużej mierze staliśmy się tacy w toku całego naszego życia. Psychologowie od lat zastanawiają się, co ma większy wpływ na naszą osobowość, style postępowania oraz ewentualne zaburzenia: geny czy środowisko? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, ponieważ bardzo trudno oddzielić jedne wpływy od drugich w prawdziwym życiu. Nie możemy przecież zamknąć żywych dzieci w laboratorium i sztucznie kontrolować każdego aspektu ich rozwoju.

Zastanówmy się więc, skąd mogą się brać różnice między płciami. Bo przecież nietrudno zauważyć, że dziewczynki w istocie częściej bawią się lalkami, a chłopcy samochodami. To prawda, że mężczyźni rzadko noszą róż, dbają o swoją urodę oraz zostają przedszkolankami, a kobiety znacznie rzadziej od nich rozbudowują swoją masę mięśniową na siłowni, wykonują pracę zawodowego kierowcy czy potrafią naprawić kran. Warto jednak zwrócić uwagę na przekazy, jakie otrzymujemy od otoczenia już od pierwszych dni naszego życia. Nie bez powodu pierwszym pytaniem na sali porodowej lub po badaniach prenatalnych bywa: „Chłopiec czy dziewczynka?”. Dla społeczeństwa jest to informacja mająca pozwolić przewidzieć przyszłe cechy i zachowania noworodka oraz sposób, w jaki będą go traktowali członkowie rodziny. W tym wieku wszystkie ubrane dzieci wyglądają podobnie – jedynym, co odróżnia jedną płeć od drugiej, są narządy płciowe. Aby uniknąć pomyłek, rodzice często ubierają swoje dzieci w stereotypowe barwy: różową w przypadku dziewczynek i niebieską dla chłopców. Kupują im inne zabawki, a także czytają bajki uczące tradycyjnych ról płciowych. Promują i karzą inne zachowania. Dziewczynki wciąż słyszą, że mają być uczynne, miłe i wrażliwe, a chłopcy – że nie wolno im płakać. Kiedy ktoś chce skomplementować dziecko płci żeńskiej, mówi, ze jest śliczne i grzeczne, zaś chłopiec usłyszy raczej, że jest charakterny, pełen energii i silny. Trudno oczekiwać, by tyle różnych technik wpływu nie miało żadnych konsekwencji dla naszego rozwoju. Na zewnętrzne źródło tego stanu rzeczy wskazują również zmiany, jakie zaszły w tej kwestii w ostatnich latach. Mężczyźni coraz częściej interesują się modą, troskliwie zajmują się dziećmi i pozwalają sobie na słabość, a kobiety chętnie realizują się w pracy, uprawiają przygodny seks oraz interesują się motoryzacją. Społeczne przyzwolenie na takie zachowania sprawiło, że coraz odważniej przełamujemy stereotypy. Co może świadczyć tylko o tym, że wcześniej nie robiliśmy tego głównie ze względu na lęk przed ostracyzmem społecznym, a nie dlatego, ze tego typu rzeczy są dla nas nienaturalne.

Psychologowie z amerykańskiego University of Rochester oraz Washington University, profesor Harry Reis i doktor Bobbi Carothers przeprowadzili metaanalizę 13 różnych badań, mających na celu ustalenie, czy dotychczas panująca teoria płci ma odzwierciedlenie w rzeczywistości. Ponad 13 tysięcy osób zostało w nich przebadanych pod kątem 122 różnych cech osobowości – od empatii, seksualności oraz ekstrawersji, aż po upodobania naukowe i zainteresowania. Rzeczywiście, okazało się, że te ostatnie można do pewnego stopnia przewidzieć na podstawie informacji o płci (kobiety faktycznie częściej zajmują się kosmetykami i modą, a mężczyźni – boksem i motoryzacją). Jednak podobna zależność nie wystąpiła w odniesieniu do cech osobowości. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają równe szanse na bycie osobami empatycznymi, odważnymi, władczymi czy uległymi. Członkowie tej samej grupy różnią się między sobą bardziej niż statystyczni przedstawiciele każdej z nich. Innymi słowy: każdy z nas jest inny, a płeć nie ma tu większego znaczenia.

„Gdy coś pójdzie nie tak między partnerami, ludzie często obarczają winą płeć drugiego partnera. Takie uproszczone ramy mogą być szkodliwe w kontekście związków partnerskich” – przekonuje profesor Harry Reis. Trudno się z tym nie zgodzić. Jeśli od dłuższego czasu masz wrażenie, że ty i twoja ukochana osoba mówicie różnymi językami, być może tak jest w istocie. Para, która nie może się dogadać, nie doświadcza tych problemów ze względu na różnice płciowe. Konflikty pojawiają się także w związkach homoseksualnych – gdyby płeć była czynnikiem przesądzającym, takie pary nigdy by się ze sobą nie kłóciły. Czasami warto uświadomić sobie, że nieustające spory, nieporozumienia i sprzeczne potrzeby mogą wynikać z niedopasowania partnerów. Być może łatwiej wmawiać sobie, że winę ponosi konstrukcja naszych mózgów, jednak prawda jest znacznie bardziej trywialna – porozumienie między kobietą a mężczyzną jest jak najbardziej możliwe, o ile właściwie ulokujemy swoje uczucia. A jeśli w naszym (ogólnie udanym) związku pojawią się niesnaski, należy rozwiązać je poprzez dialog, z empatią i zrozumieniem. Na przeszkodzie dobrej komunikacji nie stoi dychotomia płciowa, a upór, chęć postawienia na swoim oraz… hołdowanie stereotypom. Czas z nimi skończyć! Kobiety nie są z Wenus, a mężczyźni nie pochodzą z Marsa – wszyscy urodziliśmy się na ziemi i jeśli będziemy tego chcieli, z pewnością znajdziemy wspólny język.

Manipulacja osób uzależnionych od alkoholu – szantaż emocjonalny.

Manipulacja osób uzależnionych od alkoholu – szantaż emocjonalny.

Pacjenci cierpiący na uzależnienia potrafią sprawiać wrażenie bardzo sprytnych i przechytrzyć każdego, by tylko osiągnąć swój cel. Bliscy często mają do nich o to pretensje, jednak w tego typu zachowaniu nie należy doszukiwać się złej woli. Manipulacja alkoholików wynika z samych mechanizmów choroby i stanowi jej bardzo typowy objaw.

 

Według obiegowej opinii na temat nałogów, osoby uzależnione oszukują, kłamią i nie przebierają w środkach, by tylko osiągnąć założony przez siebie cel. Nawet terapeuci niejednokrotnie ulegają swoim emocjom spowodowanym takim zachowaniem i zdarza im się patrzeć na pacjentów w sposób stereotypowy, przez co nie mają o nich najlepszego zdania. Wszyscy czasami zapominamy, że sytuacja jest znacznie bardziej złożona, a manipulacja osób uzależnionych często nie jest celowym działaniem, a jedynie zniekształceniami poznawczymi wywołanymi przez nałóg.

Ranking ośrodków terapii, Manipulacja osób uzależnionych od alkoholu – szantaż emocjonalny

Tymczasem, jeśli pacjent wygłasza stwierdzenia niezgodne z prawdą, prawdopodobnie głęboko w nie wierzy. Za większość jego problemów i porażek odpowiada nadużywanie alkoholu, jednak on nie zdaje sobie z tego sprawy i z prawdziwym przekonaniem przedstawia nam alternatywne wytłumaczenia swoich kłopotów. Duże znaczenie ma tutaj jego iloraz inteligencji: im jest wyższy, tym te zapewnienia są bardziej wiarygodne i trudniejsze do obalenia.

Powodem tych niejasności jest tzw. „pijane myślenie”, czyli mechanizm iluzji i zaprzeczania. Jakie są objawy takiego zaburzonego sposobu rozumowania?

zaprzeczanie faktom (np. „Nie jestem żadnym alkoholikiem”, „nic nie piłem”, „Alkohol nie powoduje żadnych negatywnych skutków w moim życiu”),

racjonalizowanie – w rozumieniu alkoholika to, że pije, nie jest spowodowane uzależnieniem, a jego spożywanie alkoholu ma „normalne rozmiary”. Zawsze wymyśla racjonalne powody sięgnięcia po kieliszek: „Musiałem opić awans kolegi”, „Piję, bo lubię”, „Wszyscy piją”, „Piję, żeby się zrelaksować, bo mam problemy”, „Dziś są moje urodziny” itp. W rzeczywistości alkoholik najpierw pije, a dopiero później zastanawia się nad pretekstem do takiego zachowania,

minimalizowanie – jeśli już chory przyzna się do tego, że spożywał alkohol, rzadko podaje właściwą jego ilość: „Wypiłem tylko jeden kieliszek”. Dodatkowo trywializuje znaczenie swojego picia, stara się nadać mu mniejszą wagę, używając zdrobnień: „kieliszeczek”, „winko”, „wódeczka”. Niejednokrotnie przekonuje również, że piwo to nie alkohol, a zwykły napój,

obwinianie innych – stanowi pewną formę racjonalizowania picia. Chory jest przekonany, że za jego problemy z alkoholem odpowiadają inne osoby: „Gdybym miał grzeczniejsze dzieci, nie musiałbym pić”, „Piję, bo żona się mnie czepia i mnie denerwuje”, „Gdyby nie problemy w pracy, to bym nie pił”, „Kolega mnie namówił”,

odwracanie uwagi – w każdej z rzadkich chwil bardziej racjonalistycznej autorefleksji alkoholik odwraca swoją uwagę od problemu picia: „Najważniejsze, że zajmuję się dziećmi i zarabiam na utrzymanie rodziny”,

marzeniowe planowanie – nawet gdy alkohol poczynił znaczne spustoszenie w życiu chorego, on sam jest przekonany, że jeszcze wiele osiągnie i bez problemu zrealizuje wszystkie plany. Z reguły fantazjowanie mu wystarcza – wprawia go w pozytywny nastrój, przez co nie widzi przeszkód, by ponownie się napić,

koloryzowanie wspomnień – alkoholik pamięta jedynie pozytywne chwile związane z piciem, patrzy na swoje życie przez „różowe okulary”. Nie pamięta szkód, do jakich doprowadził, a stan upojenia wspomina z przyjemnością: „Pamiętacie? To dopiero była impreza…”. Niestety, dopóki idealizuje swoje picie, nie ma motywacji do podjęcia leczenia.

Ranking ośrodków terapii, Manipulacja osób uzależnionych od alkoholu – szantaż emocjonalny

Z marzeniowym planowaniem związane jest jeszcze jedno zagrożenie – szantaż emocjonalny. Osoba chora przez większość czasu nie ma żadnej motywacji do zastanawiania się nad swoim postępowaniem (nie mówiąc już o jego zmianie). Partner lub inni członkowie rodziny z reguły od dawna znajdują się w szponach współuzależnienia, wobec czego opiekują się alkoholikiem i nieumyślnie stwarzają mu bardzo dogodne warunki do dalszego picia. Czasem jednak dochodzi do sytuacji, gdy zmęczony współmałżonek komunikuje swoje żale nałogowcowi, a nawet grozi odejściem. W takim momencie alkoholik robi wszystko, by zapewnić sobie dalszy „komfort picia”. Często ucieka się do szantażu psychicznego, kłamstw, wzbudzania współczucia, a nawet grożenia zrobieniem sobie krzywdy. To zwykła manipulacja, której nie można ulegać: oczywiście warto zapewnić bezpieczeństwo choremu, jednak uleganie jego prośbom kończy się powrotem do dobrze znanej nam sytuacji, czyli dalszych problemów z alkoholem.

Czasami należy zadać sobie pytanie, czy w przypadku uzależnienia w ogóle możemy mówić, że jest to kłamstwo lub manipulacja. Najczęściej pacjent nie ma zamiaru celowo nas oszukać – wszystko, co mówi, wynika ze zmian w myśleniu i pojmowaniu rzeczywistości, jakie powoduje choroba. Dodatkowo podtrzymuje je mechanizm nałogowego regulowania uczuć: im bardziej staramy się skonfrontować bliską osobę z trudną rzeczywistością, tym większy odczuwa ona opór. Lęk i napięcie wywołują pragnienie natychmiastowej ulgi, co najczęściej kończy się sięgnięciem po alkohol. Co nie oznacza, że nie warto być szczerym wobec uzależnionego – jak najbardziej należy to robić, jednak aby osiągnąć pożądany skutek, najlepiej poprosić o radę specjalistę. Być może skuteczne okaże się zorganizowanie interwencji rodzinnej, podczas której wszyscy bliscy postarają się przybliżyć choremu skalę jego problemu.

Nałogi rodzą przemoc w związku

Nałogi rodzą przemoc w związku

Alkoholizm, narkomania, agresja i przemoc w związku – dla wielu z nas zjawiska te są ze sobą nieodłącznie związane. Skojarzenia te nie są bezpodstawne. Rzeczywiście, wiele awantur, przypadków pobić czy gwałtów ma miejsce pod wpływem środków odurzających. Czy istnieje racjonalne wytłumaczenie tego faktu? Czy nałogi rodzą przemoc w związku?

 

Teoretycznie każda choroba mogłaby być jedynie problemem jednostki. Widząc alkoholika lub narkomana, wiele osób mówi: „Sam jest sobie winien, niech ponosi konsekwencje swoich niemądrych decyzji”. Niestety, rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Wystarczy, że jedna osoba w rodzinie wpadnie w nałóg, a wszyscy jej członkowie zaczynają funkcjonować w zaburzony sposób. Nie bez powodu mówi się o zespole objawów dotykających bliskich alkoholików, czyli o współuzależnieniu. Syndrom ten sprawia, że dotychczas normalnie zachowujący się ludzie dostosowują całe swoje życie do rytmu narzucanego przez alkoholika. Schodzą mu z drogi, przejmują jego obowiązki, opiekują się chorym oraz chronią go przed konsekwencjami jego nadmiernego picia.

Z zewnątrz takie zachowanie wydaje się co najmniej dziwne. Rodzina, sąsiedzi i znajomi przyglądają się podobnym sytuacjom i pytają z niedowierzaniem: „Dlaczego on to dla niej robi?”, „Czemu ona po prostu od niego nie odejdzie?”, „Czy oni nie widzą, co robią ze swoim życiem?”. Choć z pozoru wydaje się, że podobne wątpliwości są głosem rozsądku, tego rodzaju podejście nie uwzględnia wielu aspektów tej skomplikowanej sytuacji i bywa nierealistyczne. Kiedy jeden z członków systemu od dawna funkcjonuje w niezdrowy sposób, reszta rodziny niejako dostosowuje się do niego i jej życie również ulega zaburzeniu. Przemiana ta następuje stopniowo i powoli, wobec czego trudno w porę zauważyć sygnały ostrzegawcze i ochronić się przed koalkoholizmem.

Bardzo często zdarza się również, że współmałżonek pozostaje z pijącym partnerem, pomimo stosowanej przez niego przemocy i coraz częstszych wybuchów agresji. Psychologowie szacują, że w rodzinach alkoholowych akty przemocy zdarzają się dwa razy częściej, niż w zdrowych. Można powiedzieć, że nadużywanie środków psychoaktywnych bardzo często pociąga za sobą inne formy patologii: problemy z prawem, wulgarność, agresję słowną, przemoc seksualną, psychiczną i fizyczną. Nadmierne spożywanie alkoholu wywołuje w pozostałych członkach rodziny lęk, gniew, smutek, wstyd, napięcie i upokorzenie, mające bezpośredni związek z konkretnymi, powtarzającymi się zagrożeniami, a także z rozpadem systemu więzi i oparcia.

Ranking ośrodków terapii, nałogi rodzą przemoc

Wielu z nas kojarzy przemoc jedynie z okaleczeniem ciała, ale nie jest to jedyna jej forma. Każdy rodzaj agresji jest bardzo niebezpieczny. Najbardziej widoczna przemoc fizyczna to wszystkie obrażenia cielesne, jakie poniosła ofiara w związku z zamierzonym działaniem sprawcy. Policzkowanie, kopanie, popychanie, uderzanie itp. to jej czynne przejawy. Do biernych zaliczamy uniemożliwianie realizowania ważnych potrzeb, np. zakazy dotyczące załatwiania potrzeb fizjologicznych. Natomiast przejawy przemocy psychicznej są niewymierzalne, trudno dostrzegalne, ale zabliźniają się nawet dłużej, niż rany cielesne. Przemoc psychiczna to np. zastraszanie, upokarzanie, grożenie oraz odrzucanie. To ostatnie przejawia się nadmiernym dystansem, krytykowaniem, nieokazywaniem uczuć pozytywnych, demonstrowaniem jedynie uczuć o negatywnym charakterze, niedopuszczeniem do głosu oraz ignorowaniem potrzeb. Izolacja ma charakter stopniowy, rozłożony w czasie i skutkuje uległością oraz bezkrytycznością wobec sprawcy. Ofiara staje się słaba, ma problemy z koncentracją i wytrwałością, niejednokrotnie zapada na nerwicę. Ostatnim rodzajem aktów agresji jest przemoc seksualna. W małżeństwie zazwyczaj dotyczy wymuszania nieakceptowanych praktyk seksualnych, np. seksu oralnego, analnego, masturbacji przedmiotami, seksu przy dzieciach, rejestrowanie aktu seksualnego za pomocą kamery itd. Współżycie seksualne nieakceptowane i niechciane przez jedną ze stron próbą upokorzenia i upodlenia drugiej osoby. Badania pokazują, że gwałt daje mężowi poczucie dominacji, kontroli rodziny i żony, wyraża złość i jego siłę pokazując, kto rządzi w ich domu.

Aby zrozumieć związek pomiędzy piciem a agresją, należy wziąć pod uwagę zasadę działania alkoholu. Substancja ta zmienia aktywność neuroprzekaźników (substancji chemicznych przenoszących sygnały pomiędzy komórkami nerwowymi) i redukuje zahamowania. Przewlekły alkoholizm prowadzi do dysfunkcji kory mózgowej, szczególnie płata skroniowego, którego funkcjonowanie odpowiada za kontrolę zachowań agresywnych. Spożywane w nadmiarze trunki osłabiają kontrolę zachowań i zaburzają ocenę sytuacji, przez co zwiększają gotowość do reagowania złością i zaburzają ocenę sytuacji oraz interpretację zachowania innych osób.

Zgodnie z tymi danymi oraz hipotezą, jakoby alkohol stanowił bezpośrednią przyczynę przemocy, winowajcą jest tutaj słynne „rozhamowanie”. Spożywanie napojów wyskokowych osłabia działanie części mózgu odpowiedzialnych za kontrolę i powstrzymywanie zachowań impulsywnych. Dodatkowo zaburza przebieg procesów przetwarzania informacji, przez co następuje niewłaściwa ocena sygnałów wysyłanych przez innych i nadmierna reakcja na rzekome zagrożenie. Alkoholicy często stają się podejrzliwi i zapadają na towarzyszące zaburzenie nazywane zespołem Otella. Syndrom ten objawia się chorobliwą zazdrością o partnerkę i notorycznym podejrzewaniem o zdradę. Jest to psychoza urojeniowa („obłęd alkoholowy”, „obłęd zazdrości”), bezpośrednio wynikająca z nadużywania alkoholu. Uporczywe myśli o niewierności współmałżonka wiążą się z daniem sobie prawa do prześladowania psychicznego i fizycznego. W takiej sytuacji dochodzi do przeglądania rzeczy partnerki, podsłuchiwania jej rozmów, śledzenia lub aktów agresji. Dodatkowo alkohol powoduje zawężenie procesów uwagi, które może prowadzić do niewłaściwej oceny przyszłego ryzyka działań podjętych pod wpływem chwilowego impulsu agresywnego.

Jako że alkohol i przemoc są ze sobą ściśle powiązane w świadomości społecznej, osoba znajdująca się w stanie upojenia może odczuwać większe przyzwolenie na nieprzemyślane działania. Zdarza się, że nałogowiec pije, by dodać sobie animuszu lub w nadziei na uniknięcie kary bądź potępienia. Podobne zabiegi wynikają z rozpowszechnionego poglądu, że upicie się jest na tyle odmiennym stanem, że nie podlega się wówczas takim samym regułom oceny postępowania, jak te, które stosuje się wobec ludzi trzeźwych.

Stosowanie przemocy wobec partnera daje efekty nagradzające, ponieważ pozwala na szybkie uzyskanie oczekiwanych rezultatów. Ofiara zazwyczaj nie okazuje sprzeciwu, co sprawca odbiera jako ciche przyzwolenie na dalsze akty agresji. Sytuacja tego rodzaju, utrzymująca się przez dłuższy czas, wywołuje określoną dynamikę w związku i cykle przemocy. Świadomość sprawowania kontroli, przewagi i posiadania władzy staje się formą nagrody, która z czasem może stać się przyczyną uzależnienia kata od ofiary.

Ranking ośrodków terapii, nałogi rodzą przemoc

Badania przeprowadzone na bitych żonach alkoholików wykazały występowanie swoistego cyklu. Posiada on trzy fazy: budowania napięcia, przemocy i pojednania.

Faza budowania napięcia zaczyna się, gdy uzależniony partner przejawia silne stany napięcia emocjonalnego, nerwowość i poirytowanie. Często sięga po substancje psychoaktywne, a poniżanie ofiary daje mu satysfakcję. Partnerka stara się opanować sytuację, spełniając zachcianki alkoholika i mając nadzieję, że dzięki temu uda jej się poprawić jego humor i uniknąć nieprzyjemności z jego strony. Stosuje racjonalizację, wypiera własną złość i poczucie krzywdy. Zachowanie małżonka tłumaczy przyczynami zewnętrznymi i minimalizuje znaczenie spowodowanych przez niego incydentów. Jako że nie daje sobie prawa do świadomego przeżywania emocji, ujawniają się one pod postacią dolegliwości somatycznych: niestrawności, bóli brzucha i głowy, bezsenności. Kobieta staje się apatyczna, a narastające napięcie może doprowadzić ją do wybuchu.

W fazie przemocy alkoholik staje się agresywny. Akty przemocy mają różny wymiar: od agresji słownej, poprzez bicie, kopanie, popychanie, rzucanie przedmiotami, aż po gwałt oraz śmiertelne pobicie. Ofiara stara się uspokoić partnera, by obronić się przed niebezpieczeństwem. Jako że jej działania nie przynoszą rezultatu, czuje się bezsilna, zmęczona i słaba. Po akcie przemocy odczuwa szok, poniżenie i jest przerażona, ponieważ doznała krzywdy ze strony bliskiej osoby. Zachwiane zostaje jej poczucie bezpieczeństwa.

Faza pojednania następuje po wyładowaniu złości alkoholika na współmałżonce. Chory zdaje sobie sprawę z tego, że posunął się za daleko i żałuje swojego czynu. Obiecuje, że to się więcej nie powtórzy, zachowuje się bardzo przymilnie. Próbuje również znaleźć usprawiedliwienie dla swojego zachowania i tym samym udowodnić, że było ono jednorazowe i incydentalne. Jego partnerka czuje się dowartościowana i ponownie zdobywana, wierzy, że zachowanie męża to pojedynczy wybryk, który już nigdy więcej się nie zdarzy. Faza pojednania jest jednak bardzo krótkotrwała, a zaraz po niej znów pojawia się faza budowania napięcia. Niestety, każdy kolejny cykl cechuje się większą dynamiką i siłą, a im częściej się powtarza, tym mniejsza jest sprawczość ofiary.

Korelacja pomiędzy nadużywaniem napojów wyskokowych a przemocą może również przybierać zupełnie odwrotny kierunek. Niewykluczone, że ludzie z natury gwałtowni i agresywni częściej niż inni wybierają subkultury oraz sytuacje społeczne wiążące się z przyzwoleniem na picie. W takiej sytuacji tworzy się swoiste błędne koło: skłonność do przemocy powoduje upodobanie do trunków, które z kolei dodatkowo potęgują tendencję do reagowania agresją.

Bardzo wiarygodną hipotezą jest założenie, iż przemoc i nadużywanie alkoholu mają wspólne przyczyny. W wielu wypadkach obie te kwestie powodowane są przez takie cechy temperamentalne jak poszukiwanie doznań czy impulsywność oraz przynależność do subkultur, które zachęcają lub przyczyniają się do zachowań dewiacyjnych.

Niezależnie od przyjętej hipotezy, należy pamiętać, że każdy akt przemocy w związku jest niewybaczalny i może wiązać się z kolejnymi przejawami agresji. Chęć niesienia pomocy alkoholikowi nie powinna więc przesłonić potrzeby zapewnienia bezpieczeństwa sobie oraz ewentualnym dzieciom.

Na czym polega współuzależnienie?

Na czym polega współuzależnienie?

Alkoholizm nie jest problemem jednej osoby – dotyka całych rodzin, wpływając zarówno na funkcjonowanie systemów, jak i ich poszczególnych członków. Wieloletnie życie z osobą uzależnioną nie tylko powoduje cierpienie, ale także stanowi źródło zaburzeń i wywiera negatywny wpływ na zdrowie somatyczne. Czym jest i na czym polega współuzależnienie?

 

Nie da się żyć u boku osoby uzależnionej i nie doświadczać skutków jej choroby. Funkcjonowanie w rodzinie alkoholowej wiąże się ze stanem chronicznego napięcia i przeciążenia emocjonalnego, ale to niejedyne problemy. Początkowo uważano, że współuzależnienie wynika ze stresu, będącego konsekwencją stałego, bliskiego kontaktu z nałogowcem. W miarę poznawania tego zjawiska okazało się jednak, że syndrom ten jest znacznie bardziej złożony, o czym świadczy choćby fakt, iż nawet, gdy alkoholik przestaje pić, symptomy współuzależnienia u jego bliskich nie znikają.

Czym jest współuzależnienie? Pod tą nazwą kryje się całkowite podporządkowanie swojego życia drugiemu człowiekowi i jego chorobie. Osoba współuzależniona żyje życiem bliskiego alkoholika (najczęściej partnera), a nie własnym. Dostosowuje się do jego rytmu dnia, dopasowuje do niego swoje zachowanie, porzuca własne potrzeby i marzenia oraz zaprzestaje realizowania samej siebie.

ranking ośrodków terapii, współuzależnienie

Diagnozę komplikuje fakt, że objawy współuzależnienia wydają się niespecyficzne. Niemniej jednak, gdy pojawią się u kogoś, kto żyje w związku z nałogowcem, można podejrzewać koalhokolizm. Najważniejsze jest bowiem połączenie symptomów z całym kontekstem funkcjonowania danej osoby.

– zaburzenia snu (sen nie przynosi odpoczynku),

– zaburzenia łaknienia (przejadanie się lub brak apetytu),

– zmęczenie,

– kłopoty ze zdrowiem: bóle głowy, migreny, bóle żołądka, w klatce piersiowej, wysypki, alergie, biegunki, bóle kręgosłupa,

– załamanie fizyczne – odnowienie zaleczonych chorób: wrzody żołądka, problemy z sercem,

– zaburzenia mowy, słuchu,

– zaburzenia oddechu,

– dezorientacja uczuciowa („mam wrażenie, że dzieje się coś złego, ale  nie rozumiem, co jest nie w porządku”),

– nieadekwatne emocje, np. wzruszenie bez powodu,

– niekontrolowana huśtawka nastrojów,

– gonitwa myśli,

– myślenie życzeniowe, ucieczka od realnego życia,

– niezdolność do podejmowania decyzji,

– użalanie się nad sobą,

– poczucie bycia ofiarą,

– ogólny niepokój i lęk,

– poczucie osamotnienia i izolacji,

– napady paniki,

– rozpacz, myśli samobójcze,

– brak dbałości o siebie,

– ucieczka w samotność,

– rozrzutność lub martwienie się o pieniądze,

– nieuzasadnione pretensje i żale do innych,

– odrzucanie pomocy innych („sama sobie poradzę”),

– spełnianie oczekiwań innych wbrew własnym interesom,

– niezdolność do określania norm i ich egzekwowania (np. z dziećmi),

– branie odpowiedzialności za innych.

– koncentracja na alkoholiku, tym, co mówi, robi i czuje,

– usilne, a zarazem mało skuteczne wpływanie na zmianę zachowań alkoholika,

– pokazywanie alkoholikowi cierpienia, które wywołał, podkreślanie swojej wyższości moralnej,

– usprawiedliwianie swoich niepowodzeń życiowych piciem partnera,

– przeżywanie wstydy z powodu problemu alkoholowego w rodzinie,

– zaniżone poczucie własnej wartości.

ranking ośrodków terapii, współuzależnienie

Warto podkreślić, że współuzależnienie nie pojawia się z dnia na dzień. Istnieją teorie, które przekonują, że osobowość o cechach koalkoholizmu kształtuje się już w dzieciństwie i ma źródło w zaburzonych więziach, zwłaszcza z uzależnionymi rodzicami. Taka osoba ma podświadomą tendencję do wiązania się z osobami dotkniętymi nałogiem. A gdy już zawrze małżeństwo, ujawniają się u niej symptomy współuzależnienia ukształtowane w dzieciństwie.

Terapia swoistego zaburzenia osobowości, jakim jest współuzależnienie, bywa trudniejsza od leczenia samego alkoholizmu. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, często mamy do czynienia z mylnym przekonaniem, jakoby syndrom ten był w ścisły sposób związany z nałogiem partnera. Osoby, które myślą w podobny sposób, często uważają, że wystarczy zająć się problemem alkoholowym współmałżonka lub zerwać z nim kontakt, by symptomy współuzależnienia odeszły w niepamięć.  W dodatku trudno o prawidłową diagnozę, ponieważ zaburzone zachowania osoby współuzależnionej bywają interpretowane jako normalne i adekwatne do trudnej sytuacji, w jakiej się znalazła. Osoba współuzależniona potrafi być również „trudnym” pacjentem, ponieważ niełatwo ją przekonać, że alkoholizm partnera nie jest jej jedynym problemem. Miewa ona problem z przyznaniem samej sobie prawa do proszenia o pomoc i skupieniu się na sobie – współuzależnienie polega przecież na „dźwiganiu” na swoich barkach problemów całej rodziny.

Czy można być w bliskim związku z pijącym alkoholikiem i samemu nie być współuzależnionym? Teoretycznie jest to możliwe, ale w praktyce mało komu udaje się to bez profesjonalnego wsparcia. Osobie współuzależnionej trudno zachować własne granice, traci ona swoją indywidualną tożsamość. Jej „ja” zlewa się z „ja” współmałżonka. Z tego powodu nie potrafi określić własnych potrzeb, a tym bardziej ich realizować.

Dlaczego nic mi nie wychodzi?

Dlaczego nic mi nie wychodzi?

Są takie okresy w życiu, gdy wydaje nam się, że cały świat jest przeciwko nam. Problemy w związku, a nawet rozstanie, utrata pracy, konflikty z najbliższymi… Nietrudno w takich momentach dojść do wniosku, że jesteśmy nieudacznikami i pomyśleć , że nie warto nawet próbować poprawić swojej sytuacji. Ale czy takie przekonanie jest słuszne?

Chyba każdy z nas zna kogoś, kto nieustannie osiąga sukcesy. Dobrze wygląda, jest lubiany, ma satysfakcjonującą pracę i udane związki międzyludzkie. Są również osoby, które zdają się ciągle mieć „pod górkę”. Doświadczają problemów i trudności podczas poszukiwania pracy, nie układa im się w bliskich relacjach i mają wrażenie, że cały świat zwrócił się przeciwko nim.

Na pierwszy rzut oka zdaje się, że takie osoby starają się poprawić swoją sytuację. Szukają możliwości i próbują rozwiązać swoje kłopoty, ale jednocześnie nieustannie liczą na pomoc i wsparcie innych oraz bez przerwy narzekają. Obwiniają innych o swoje porażki, utyskują na swój kraj, polityków i innych, którzy na pewno „mają znajomości” lub osiągnęli swój sukces w nieuczciwy sposób.

najlepsze ośrodki leczenia uzależnień

Bardzo trudno jest przerwać błędne koło niepowodzeń. Za każdym razem, gdy zawodzimy, coś nam się nie udaje, tracimy odrobinę wiary w siebie. Stale obniżająca się samoocena powoduje, że do każdego kolejnego wyzwania podchodzimy z coraz większą rezerwą i lękiem. Nic więc dziwnego, że przydarzają nam się kolejne wpadki oraz błędy. W ten sposób nieuchronnie zbliżamy się do momentu, w którym przestaniemy mieć ochotę na podejmowanie jakiegokolwiek ryzyka. Przy okazji staniemy się nieufnymi ponurakami, którym nikt nie będzie chciał dać szansy np. podczas rozmowy o pracę. Czy taki stan rzeczy jest nieuchronny? Jak możemy bronić się przed podobną sytuacją?

Z pewnością każdy z nas spotkał się z określeniem „potęga ludzkiego umysłu”, sugerującym, że nasze myśli mają ogromny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. W tego typu teoriach jest wiele prawdy. To przecież nasze myśli i uczucia motywują nas do działania. To od nich zależy, czy będziemy mieli ochotę i siłę na podjęcie kolejnego wyzwania, czy nawet nie spróbujemy sięgnąć po to, czego pragniemy. Nasze przekonania i emocje są również częścią wizerunku, jaki prezentujemy innym ludziom. Sprawiają, że czujemy się wszechmocni i mamy wrażenie, że możemy przenosić góry lub przeciwnie – już na początku konkretnego przedsięwzięcia oceniamy swoje szanse nisko i podchodzimy do jego realizacji bez przekonania.

Kolejne sukcesy lub porażki funkcjonują na zasadzie popularnego efektu kuli śnieżnej. Za każdym razem, gdy coś nam się udaje, wzmacniamy swoją pewność siebie i optymizm. Dzięki pozytywnemu spojrzeniu na świat, jesteśmy bardziej otwarci i łatwiej dostrzegamy kolejne okazje i szanse w życiu. W dodatku roztaczamy aurę, która przyciąga do nas życzliwych ludzi. Mamy więcej przyjaciół, wartościowych kontaktów biznesowych oraz sprzymierzeńców w wielu różnych dziedzinach.

Podobnie dzieje się, gdy ponosimy klęski i coś nam się nie udaje. Z każdym kolejnym potknięciem maleje nasza pewność siebie, a my coraz mniej wierzymy w prawdopodobieństwo przyszłych sukcesów. Mechanizm ten dobrze opisuje Teoria Wyuczonej Bezradności. Głosi ona, że podstawową przyczyną wszystkich deficytów, zaobserwowanych u ludzi i zwierząt po kontakcie ze zdarzeniami niekontrolowalnymi, jest przekonanie, że również w przyszłości nie będzie żadnego związku pomiędzy reakcją a zamierzonym wynikiem. W takich sytuacjach rodzi się w nas myśl: „skoro na nic nie mam wpływu, po co robić cokolwiek, po co się starać?”. Wyuczona bezradność może skutkować skrajnym pesymizmem i biernością, a w niektórych przypadkach nawet depresją.

ranking ośrodków leczenia nałogów

Przykładem osoby, której dotyczy wyuczona bezradność, może być kobieta tkwiąca w toksycznym, pełnym przemocy związku. Badacze zauważyli, że osoby takie na początku podejmują wysiłki mające na celu poprawę swojej sytuacji, np. schodzą z drogi agresywnemu partnerowi, szybko uciszają marudne dzieci, by nie drażniły ojca itd. Po jakimś czasie zauważają jednak, że ich starania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. W ten sposób rodzi się w nich poczucie bezradności, a motywacja do podejmowania kolejnych prób rozwiązania problemów maleje.

Innym źródłem takiego nastawienia do życia mogą być wydarzenia z dzieciństwa i specyficzny rodzaj wychowania. Większość z nas może nawet nie uświadamiać sobie, że nasze kompleksy mają swój początek w tak wczesnych doświadczeniach. Tymczasem problemem często są rodzice i wychowawcy, którzy porównują nas do innych i wygłaszają komunikaty w stylu: „i tak ci się nie uda”, „nawet nie próbuj”. Wynikają one z tego, że ich własne próby osiągnięcia sukcesu nie powiodły się i w ten sposób chcą oni oszczędzić podobnego rozczarowania potomstwu. Niestety, w ten sposób pozbawiają swoje dzieci potrzebnego wsparcia i uczą je bezradności.

Jak wyrwać się z tego błędnego koła? Na początek zastanów się, czego pragniesz i potrzebujesz. Postaw na uczciwość wobec siebie. Wypisz na kartce wszystkie swoje marzenia: nawet te śmiałe, które wydają ci się niemożliwe do spełnienia! Zastanów się, w jaki sposób myślisz o swojej przyszłości, planach i możliwościach. Zamiast myśleć: „Nie mam pieniędzy”, powiedz sobie: „Potrzebuję zdobyć ich więcej”. Znajdź w swoim życiu (a także w sobie samym) jak najwięcej pozytywów i używaj dobrych słów. Chwal zarówno siebie, jak i innych oraz doceniaj to, co masz, a z pewnością z czasem w twoim życiu pojawi się jeszcze więcej tego, co dobre.