Niedawno miałem swoje 40 urodziny i przy tej okazji przyszedł czas na refleksję i podsumowanie swojego dotychczasowego życia. Na wstępie muszę dodać, że jestem narkomanem. Tym listem chciałbym przestrzec innych, ale nie ukrywam, że jest to dla mnie samego jakiś sposób oczyszczenia?? Nie wiem sam, jak to nazwać, ale czuje potrzebę opowiedzenia swojej historii, tego, jak to się wszystko się zaczęło, co straciłem, czego żałuję i co bym zmienił. Liczę, że ten list w pewien sposób mi pomoże i po jego napisaniu zamknę raz na zawsze nieprzyjemny rozdział w moim życiu i nigdy więcej już do tego nie wrócę.

A więc jak to się zaczęło?  Swoją przygodę z używkami rozpocząłem już w szkole średniej. Zmiana szkoły, otoczenia, poznanie nowych znajomych – pewnie myślisz, że to przyczyniło się do mojego nałogu? Rozczaruję Cię, chodź to na pewno też miało jakiś wpływ, ale nie tak znaczący, jak rozwód rodziców. Myślę, że to głównie od tego wszystko się zaczęło. Ciągłe kłótnie, przepychanki w sądzie komu co się należy, a głównie kwestia mojego zamieszkania – z którym z rodziców zamieszkam.

Nie mogę powiedzieć, że moi rodzice byli źli i nie dbali o mnie. Przed rozwodem myślę, że byliśmy całkiem udaną rodziną. Nigdy niczego mi nie brakowało, wiesz miałem takie poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Mama zawsze uśmiechnięta, energiczna, dobrze zorganizowana, tata zawsze ze stoickim spokojem potrafił wszystko wytłumaczyć i widziałem, co ja mówie, czułem miłość w domu. Rozwód wszystko zniszczył, nie znałem takiego życia, nie znałem od tej strony swoich rodziców. Ciągłe awantury, później wyprowadzka ojca z domu. Czułem się obco we własnym domu, nie wiedziałem kim już jestem i co jest prawdą, a co nie jest. Przestałem się uczyć, a zacząłem wagarować. Pierwszy alkohol, pierwsze papierosy, na tym niestety nie zaprzestałem.

W moim życiu, nie wiem nawet kiedy pojawił się Adam, który wprowadził mnie w świat narkotyków. Pamiętam to jakby było to wczoraj, kiedy pierwszy raz wyciągnął z kieszeni małą torebkę z białym proszkiem.. To była amfetamina. Tak jak gdyby nigdy nic Adam rozsypał zawartość torebki na stole, podzielił na kilka „ węgorzy” (dla niewtajemniczonych, tak nazywano porcje – kreski dzielonych narkotyków w proszku) i wciągnął jednego nosem. Jak możesz się domyśleć, mi oczywiście też zaproponował. Tak jak już wspomniałem to był ciężki okres w moim życiu, zacząłem się buntować i teraz jak tak patrzę z perspektywy czasu, chciałem zrobić na złość rodzicom. Nie zadziwię tu nikogo. chciałbym bardzo powiedzieć, że podziękowałem Adamowi, ale wciągnąłem jedną kreskę, a później następną i następną. Efekty  zażycia, odczułem już po paru minutach, stałem się pewniejszy siebie, dużo mówiłem, czułem w sobie taką moc jak nigdy przedtem, czułem że mogę wszystko.

W tamtym czasie miałem duże szczęście. Mama moją przygodę z narkotykami odkryła bardzo szybko, bo już na drugi dzień od pierwszego zażycia. Znalazła w moich rzeczach biały proszek, który natychmiast wysypała do zlewu. Doskonale wiedziała co to jest. Od tamtego momentu wszystko się zmieniło, wszyscy razem poszliśmy na terapię. Znowu byłem w centrum uwagi rodziców, dużo rozmawialiśmy, nawet było podobnie jak przed rozwodem rodziców – z tym, że rodzice nadal mieszkali osobno, ale w końcu zaczęli się dogadywać i spokojnie prowadzić rozmowy, bez kłótni. Zakończenie z happy endem myślisz. Niestety to nie koniec mojej przygody z narkotykami.

Tak jak w szkole średniej, udało mi się szybko zakończyć temat z używkami, tak już w życiu dorosłym kolorowo nie było. Wszystko było w porządku do momentu narodzin mojej córeczki. Miałem pracę, żonę, dziecko w drodze, można rzec szczęśliwe, poukładane życie. Jak każdy chyba ojciec jeszcze nienarodzonego dziecka, poczułem ogromną odpowiedzialność i misję zaopiekowania się moją rodziną. Aby zapewnić jej byt, postanowiłem otworzyć własny biznes. Nie było to takie łatwe jak mi się wydawało. Brakowało mi czasu, pomysłu, traciłem wiarę, że mi się uda. W tamtym momencie przypomniał mi się czas liceum, kiedy to miałem jedno dniową przygodę z narkotykiem. To jak się czułem po zażyciu, to jaką miałem moc, siłę, pewność siebie. Nie miało to dużych konsekwencji wtedy, kiedy byłem szczeniakiem, pomyślałem, więc czemu teraz miało by być inaczej kiedy jestem już dorosłym, odpowiedzialnym człowiekiem, poradzę sobie – myliłem się… Nie będę się już tu długo rozwodził i opisywał całej sytuacji powrotu do narkotyków (bo pewnie by wyszła z tego niezła książka), ale w wielkim skrócie, udało mi się rozkręcić własną firmę. Natomiast, odstawienie używek już nie było takie łatwe.. Brałem kiedy miałem gorszy dzień, ale i lepszy, aby uczcić wydarzenie, odprężyć się, nie ważne, każdy powód był dobry. Brałem coraz więcej i częściej. Wszystko układało się dobrze, a nawet bardzo dobrze, tylko do pewnego momentu..

Stałem się agresywny, przez co łatwo się domyśleć, ucierpiała moja relacja z żoną. Odeszła ode mnie, zabrała naszą córeczkę, dla której chciałem jak najlepiej, była moim oczkiem w głowie. Bez nich wszystko straciło sens.. Nie przestałem brać, brałem jeszcze więcej.  Byłem wrakiem człowieka, firma była bliska bankructwa. I tu z pomocą znowu przyszła moja mama. Rozmowa z nią dużo mi dała. Powiedziała jedno słowo. Brzmiało ono: Karolinka – tak ma na imię moja córka. Rozpłakałem się jak małe dziecko, dosłownie, nie mogłem się opanować. Nie chciałem takiego życia, nie chciałem takiego życia dla mojej córki.. która była przecież całym moim światem, tak jak i moja żona. Coś w tamtym momencie we mnie pękło. Powiedziałem dość!! Wszystko przecież zależało ode mnie, czyż nie? Brzmi to jak banał, ale taka jest prawda, w końcu to zrozumiałem.

Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że sam sobie z tym nie poradzę. Z pomocą bliskich znalazłem zamknięty ośrodek leczenia narkomani. Był to bardzo ciężki okres w moim życiu, miałem wiele momentów zwątpienia w to, że dam radę. Trafiłem na naprawdę dobrych specjalistów, którzy pomogli mi tę wiarę odzyskać. Nigdy nie zastanawiałem się nad sensem takich miejsc, ale teraz wiem, że są niesamowicie istotne, odgrywają dużą rolę w uporaniu się z uzależnieniem.

Od mojej terapii minęło prawie 5 lat – od tego czasu jestem czysty, nie biorę. Zmieniło się wiele straciłem firmę, ale odzyskałem coś dużo cenniejszego.. moją rodzinę!! Teraz z perspektywy czasu wiem, że to wszystko nie miało sensu i nie było warte. Mi się udało, ale nie każdy ma tyle szczęścia. Zatracić się w narkotykach można bardzo łatwo, ale już wyjść z tego nieziemsko trudno.

Pozdrawiam,
Paweł