Przymusowa terapia – czy to dozwolone?

Przymusowa terapia – czy to dozwolone?

Przymusowa terapia, czy jest ona dozwolona? Często mówi się o tym, że terapia jest skuteczna dopiero wtedy, gdy chory ma motywację do leczenia. Jednocześnie trudno się dziwić, że bliscy osób cierpiących na zaburzenia psychiczne niejednokrotnie mieliby ochotę wysłać je na terapię, choćby pod przymusem. Nie da się ukryć, że życie pod jednym dachem z alkoholikiem, narkomanem, chorym na depresję lub zaburzenia odżywiania nie jest łatwe. W dodatku dochodzi strach o zdrowie i życie bliskiej osoby: czy jeszcze kiedyś będzie w stanie funkcjonować normalnie? Jak mu pomóc? A może trzeba sięgnąć po nieco drastyczniejsze środki w celu ratowania kogoś, kogo kochamy?

Wśród psychologów krąży pewien dowcip: „Ilu psychologów potrzebnych jest do zmiany żarówki? Tylko jeden, ale to będzie długo trwało, dużo kosztowało, a żarówka będzie musiała chcieć się zmienić”. Choć brzmi to zabawnie, w tym krótkim stwierdzeniu kryje się sporo prawdy na temat leczenia psychologicznego. Nawet najlepszy specjalista nie pomoże osobie cierpiącej na zaburzenie, jeśli nie będzie ona miała motywacji do pracy nad sobą. Psycholog czy psychoterapeuta pełni tutaj jedynie rolę doradcy i przewodnika, który przy pomocy swojej wiedzy i doświadczenia wskazuje metody samorozwoju. Można porównać ich do trenera personalnego, który mówi nam, jakie ćwiczenia powinniśmy zrobić i nadzoruje poprawność ich wykonania. Nawet najlepszy trener nie zbuduje naszego ciała za nas i analogicznie jest z terapeutą i naszym zdrowiem psychicznym. Przymusowa terapia nie przyniesie takich samych efektów, jak ta podjęta dobrowolnie przez osobę cierpiącą na uzależnienie.

Przymusowa terapia, Ranking Ośrodków Terapii, 2

Wydaje się więc, że bliscy są bezradni, jeżeli sam pacjent nie chce brać udziału w procesie zdrowienia. Na szczęście sprawa nie jest aż tak prosta, jak się wydaje. Po pierwsze: motywacja ma to do siebie, że można ją indukować również z zewnątrz. Czasami pacjent bywa gotowy na zmianę ze względu na swoich bliskich, którzy źle znoszą jego problemy lub stawiają mu ultimatum (np. „odejdę, jeśli nie przestaniesz pić”). Jedną z ciekawszych i bardziej skutecznych metod wzbudzania tej motywacji jest tzw. interwencja kryzysowa. Polega ona na spotkaniu osób bliskich osobie zaburzonej i skonfrontowanie jej z faktami na temat jej problemu. Najczęściej stosuje się ją w przypadku uzależnień, w których obraz kliniczny wpisany jest brak świadomości na temat swojej choroby. Rodzinne awantury czy pojedyncze świadectwa na temat skutków picia czy brania narkotyków na ogół okazują się niewystarczające. Dopiero kilka tego typu wyznań często jest w stanie wstrząsnąć chorym i uświadomić mu skalę powodowanych przez niego problemów. Najskuteczniejsze i najbardziej poruszające są opowieści dzieci, jednak nie należy ich zmuszać do udziału w interwencji – mogą to zrobić jedynie na własne życzenie, o ile nie przerasta to ich sił. Taka interwencja wypływa z życzliwości i nie polega na narzekaniu czy robieniu wyrzutów. Nie można generalizować („ty nigdy…”, „ty zawsze”, „jesteś taki i taki…”), należy zaś mówić tylko o konkretnych faktach („wczoraj nie poszedłeś na mecz syna, chociaż mu obiecałeś”, „tydzień temu byłeś zbyt pijany, by iść do pracy”). Nierzadko taka dawka informacji na własny temat jest w stanie sforsować obrony alkoholika i skłonić go do poszukiwania pomocy.

przymusowa terapia, ranking ośrodków terapii,, 3

Kolejną rzeczą, jaką można zrobić, by zmotywować chorego do leczenia, jest pozwolenie mu na odczuwanie naturalnych konsekwencji jego działań. Oznacza to, że nie spłacamy długów osoby z zaburzeniem, nie wyręczamy jej w obowiązkach ani nie tłumaczymy przed innymi. Jak uzależniony miałby zauważyć skalę swojego problemu, jeśli nigdy nie doświadczył skutków swojego zachowania? Bliscy chorych często myślą, że im pomagają, a w rzeczywistości działają na ich szkodę. Życie w nieświadomości może być dla nich niebezpieczne – lepiej pozwolić im na pełne uświadomienie sobie swojego stanu, by mieli motywację do rozpoczęcia terapii.

Choć leczenie z inicjatywy chorego odznacza się znacznie większą skutecznością, prawo dopuszcza również możliwość przymusowego skierowania na terapię. Czasami stan osoby z zaburzeniem jest tak poważny, że lepiej, by została zmuszona do leczenia, niż gdyby miała w ogóle tego nie robić. Przymusowa terapia jest, więc w takich okolicznościach uzasadniona. Oczywiście, jeśli osoba chora jest nieletnia, decyzja o jej udziale w terapii należy do rodziców lub opiekunów. W przypadku osób dorosłych możliwe jest zaś przymuszenie do leczenia odwykowego, czyli terapii uzależnień. Jest to dopuszczalne w przypadku, gdy alkoholik lub narkoman powoduje rozkład życia rodzinnego, demoralizuje małoletnich, uchyla się od pracy, systematycznie zakłóca spokój lub porządek publiczny. W takich przypadkach osoba bliska (zwykle jest to współmałżonek) może złożyć wniosek wraz z dokumentami, które wskazują na problem alkoholowy współmałżonka do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych. Ta zaś ma prawo wnieść sprawę do sądu okręgowego, którego decyzja przesądza o nałożeniu obowiązku poddania się leczeniu w zakładzie lecznictwa odwykowego. Bardzo wiele zależy od przedstawionej dokumentacji oraz opinii biegłego sądowego. Ów obowiązek trwa tak długo, ile wymaga cel leczenia, nie dłużej jednak niż 2 lata od chwili uprawomocnienia się postanowienia. Przymusowa terapia jest, więc możliwa, jest to jednak ostateczność, kiedy chcemy pomóc bliskiej nam osobie.

Rzucenie palenia –  czy istnieją skuteczne metody?

Rzucenie palenia – czy istnieją skuteczne metody?

Rzucenie palenia nie należy do najprostszych rzeczy. Każdy, kto kiedykolwiek palił papierosy, wie, jak podstępny jest to nałóg. Rzucenie czegoś, co tam wciąga, z pewnością nie jest łatwym zadaniem. Jednak warto – palenie ma szkodliwy wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie, a przy okazji na stan portfela. Czy nie lepiej byłoby odetchnąć pełną piersią na wakacjach w Grecji, które zasponsorujemy sobie za zaoszczędzone na papierosach pieniądze? Ale czy istnieje jakiś naprawdę skuteczny sposób na wyjście z tego uzależnienia?

Każdy nałóg zaczyna się podobnie: na początku robimy coś jedynie dla przyjemności i w pełni nad tym panujemy. To może być granie w gry hazardowe, przygodny seks, zakupy, surfowanie w internecie, picie alkoholu czy palenie papierosów. Wydaje nam się, że dana czynność ma wyłącznie pozytywne skutki, a skoro w danym momencie nie odczuwamy przymusu, by ją wykonywać, to tak będzie już zawsze. Jednak z czasem takie działanie coraz bardziej wciąga, a my nie jesteśmy już w stanie wyobrazić sobie życia bez przedmiotu uzależnienia. Czynność lub substancja służy nam do regulowania emocji: kupujemy sobie coś ładnego, pijemy piwo lub palimy papierosa zawsze wtedy, gdy czujemy się smutni, zdenerwowani lub zestresowani. Może być również tak, że „dymek” kojarzy nam się z konkretnymi sytuacjami, zwłaszcza towarzyskimi: czy istnieje lepszy sposób na spędzenie przerwy w pracy niż papieros z kolegami z działu? Spacer z psem, popołudnie na działce, impreza ze znajomymi – wszystko to smakuje lepiej z papierosem w dłoni. Z czasem ów nałóg staje się częścią nas, a my nie potrafimy sobie przypomnieć, jak to było, kiedy nie byliśmy od niczego uzależnieni. Jednak czy zastanawiamy się nad tym, że rzucenie palenia mogłoby być zbawienne dla naszego zdrowia?

Rzucenie palenia, Ranking Ośrodków Terapii, 2

Za uzależniające działanie papierosów odpowiada przede wszystkim nikotyna. Oczywiście, do tego dochodzi nałóg psychiczny, czyli silne przyzwyczajenie do palenia. Palacze są mistrzami w ignorowaniu negatywnych skutków swojego nawyku: racjonalizują pojawiający się kaszel i zadyszkę po wejściu na drugie piętro, ignorują ostrzeżenia na opakowaniach papierosów, przestrogi przyjaciół oraz inne przekazy sugerujące, że rzucenie palenia może  być dobrym pomysłem. Tymczasem oprócz nikotyny papierosy zawierają także szkodliwe substancje smoliste: metale ciężkie, pierwiastki promieniotwórcze, węglowodory aromatyczne (np. benzopiren, obecny również w smogu), nitrozaminy, aceton (trujący rozpuszczalnik), arsen (trutka na szczury), metanol, cyjanowodór, formaldehyd i butan. A to nie koniec listy tych groźnych dla zdrowia składników. Oprócz spustoszenia w naszych portfelach papierosy wywołują raka płuc oraz choroby układu krążenia. Poza chwilową przyjemnością, nie przynoszą nam żadnych korzyści, w przeciwieństwie do strat! Rzucenie palenia jest zatem dobrą decyzją, jednak czy łatwo jest to zrobić?

Szybkie cięcie

Nie da się rzucić palenia „na raty”. Wielu palaczy próbuje stopniowo ograniczać liczbę wypalanych papierosów, jednak taka metoda rzadko prowadzi do całkowitego wyjścia z nałogu. Oczywiście, każdy wypalony papieros mniej to pewna korzyść dla naszego zdrowia, jednak jeśli naprawdę chcemy zrezygnować z tego nawyku, warto zrobić to raz, a porządnie. Na początku warto ustalić odpowiedni termin na rzucenie palenia. Niech nie będzie to bardzo stresujący czas lub np. miesiączka. Możesz nawet wyjechać na krótki urlop i unikać wszelkich sytuacji, które do tej pory kojarzyły ci się z papierosem. Otaczaj się osobami niepalącymi, pij dużo wody, ruszaj się (najlepiej na świeżym powietrzu), dużo śpij i zadbaj o zajęcie – najlepiej takie, które zajmie ci ręce. Postaraj się jak najmniej stresować i poinformuj jak najwięcej osób o swoim postanowieniu. Przeczytaj dane na temat szkodliwości palenia, by wzbudzić w sobie jak największą motywację do zrezygnowania z tej czynności. Niektórym łatwiej jest wychodzić z nałogu w grupie – znajdź innego palacza, który będzie rzucał papierosy razem z tobą.

Zastępcza terapia nikotynowa

Wielu byłych palaczy bardzo chwali terapię zastępczą, wykorzystującą plastry, gumy lub drażetki nikotynowe. Jest ona szczególnie skuteczna jako uzupełnienie terapii behawioralnej, ponieważ pomaga zniwelować uczucie głodu nikotynowego. Najlepsze będą środki stopniowo zmniejszające ilość nikotyny – dzięki temu nasz organizm nie przechodzi szoku, a stopniowo odzwyczaja się od uzależniającej substancji. Warto jednak pamiętać, że stosowanie tego typu leków nie jest wskazane podczas kontynuowania palenia.

Rzucenie palenia, Ranking Ośrodków Terapii, 3

Psychoterapia i hipnoza

Kiedy sami nie potrafimy sobie z czymś poradzić, zawsze warto zgłosić się po pomoc do psychologa. Taki specjalista dobrze zna mechanizmy uzależnienia i może pomóc nam je rozbroić. Wielu osobom pomaga również wizyta u… hipnotyzera. Istnieje kilka metod oddziaływań na palaczy: bezpośrednia sugestia zmiany zachowań, wytworzenie awersji do palenia, zmiana postrzegania uzależnienia przez palacza, a także samohipnoza, która pełni funkcję uzupełniającą podczas leczenia hipnozą.

Farmakoterapia

Jeśli psychoterapia okaże się niewystarczająca, możemy sięgnąć także po leki. Na rynku dostępnych jest kilka substancji, które pomagają wyjść z nałogu. Tabex zawiera cytyzynę, czyli alkaloid, który kiedyś był używany jako lek przeciwkaszlowy i przeciwastmatyczny, a obecnie zauważono podobieństwo jego  cząsteczek do cząsteczek nikotyny. Podczas jego stosowania w organizmie palacza zachodzi stopniowe zmniejszenie, a następnie zanik zależności psychicznej i fizycznej od nikotyny. Natomiast Zyban, czyli chlorowodorek bupropionu testowano kiedyś jako lek na depresję, jednak okazało się, że stanowi również bardzo bezpieczny oraz skuteczny środek antynikotynowy. Jego zażywanie uwalnia w mózgu noradrenalinę i dopaminę, które zastępują działanie nikotyny. Dzięki temu były palacz nie jest poirytowany, sfrustrowany i odczuwa więcej przyjemności.

Anonimowa grupa wsparcia dla alkoholików -jak nakłonić alkoholika do leczenia?

Anonimowa grupa wsparcia dla alkoholików -jak nakłonić alkoholika do leczenia?

Bardzo często słyszy się hasło, że nie da się zmusić do psychoterapii – by była ona skuteczna, chory sam powinien pragnąć zmiany. Z drugiej jednak strony, alkoholizm jest podstępnym zaburzeniem, do którego objawów należy m.in. wypieranie doświadczanych problemów. Oznacza to, że nałogowiec nie ma świadomości tego, że jest osobą uzależnioną i nie czuje potrzeby, by nad sobą pracować. Jak poradzić sobie z taką sytuacją? Anonimowa Grupa Wsparcia dla alkoholików może być idealnym rozwiązaniem w leczeniu osoby uzależnionej.

Choroba alkoholowa jest bardzo specyficznym problemem, który trudno porównać do jakichkolwiek innych trudności natury zdrowotnej. Większość chorób nieodłącznie wiąże się z cierpieniem, jednak w tym wypadku trudno mówić, że konsekwencje dotykają wyłącznie osoby dotkniętej zaburzeniem. Alkoholizm jest problemem całej rodziny i to właśnie bliscy nałogowca na co dzień najbardziej odczuwają skutki jego picia. Czują się bezsilne, przemęczone i towarzyszy im nieustanny stres. W dodatku rzadko szukają pomocy dla samych siebie – trochę dlatego, że po prostu nie mają do tego głowy, a trochę w wyniku nieświadomości, czym jest współuzależnienie. Anonimowa grupa wsparcia dla alkoholików uczy osoby uzależnione rozmawiać z ludźmi o swoim problemem i wykształcać odruchy społeczne. Ulegając wrażeniu, że problem dotyczy wyłącznie alkoholika, jego rodzina często popełnia wiele błędów, nie mając świadomości, w jaki sposób należałoby z nim postępować. W ten sposób powstaje błędne koło, w ramach którego bliscy chorej osoby, zamiast pomagać jej wyjść z nałogu, tylko ją wspierają w jego realizacji, dlatego kontakt z życzliwymi ludźmi jest tak ważny w terapii uzależnień.

Jednym z najczęściej popełnianych błędów jest minimalizowanie negatywnych konsekwencji nadużywania alkoholu przez nałogowca. Rodzina bardzo często spłaca jego długi, usprawiedliwia przed innymi osobami jego złe zachowanie, nieobecność na umówionych spotkaniach itd., przejmuje jego obowiązki i robi wszystko, by jego alkoholizm nie miał żadnych poważniejszych skutków. Anonimowa grupa wsparcia dla alkoholików składa się z ludzi mierzących się na co dzień z tymi problemami. Odczuwanie skutków, które pociąga za sobą uzależnienie w pełni, jest jednym z najskuteczniejszych motywatorów do podjęcia leczenia. W końcu po co się wysilać i rezygnować z tego, co tak bardzo się lubi (w tym wypadku: z alkoholu), jeśli to zachowanie wydaje się całkiem niewinne i nie generuje żadnych kłopotów?

Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić, by nakłonić bliską osobę do leczenia uzależnienia, jest więc pozwolenie jej na odczuwanie naturalnych konsekwencji swojego zachowania. Jeśli z powodu nadużywania alkoholu zaniedba siebie i swoje obowiązki – trudno, niech na własnej skórze odczuje, z czym to się wiąże. Jeśli kac uniemożliwi jej pójście do pracy lub stawienie się na umówionym spotkaniu, nie tłumaczmy jej, wymyślając nieprawdziwe wyjaśnienia tego stanu rzeczy. Jeśli z uwagi na alkoholizm miałaby zniszczyć jakąś znajomość, stracić pracę lub szansę na jakikolwiek sukces – to jej sprawa. Wydaje się, że to bardzo poważne „kary”, jednak wszystkie te rzeczy tracą na znaczeniu, jeśli mogą przyczynić się do procesu zdrowienia. Anonimowa grupa wsparcia dla alkoholików pomaga uzależnionym radzić sobie z ciążącymi na nich obowiązkami i uczy ich na powrót funkcjonować w społeczeństwie.

Sposobem na zmotywowanie alkoholika do podjęcia terapii może być również tzw. interwencja rodzinna, zwana również interwencją kryzysową. Jest to spotkanie kilku osób bliskich nałogowcowi, które starają się skonfrontować go z faktami na temat jego zachowania i choroby. Do typowych objawów uzależnienia należy nieświadomość własnych problemów zdrowotnych i racjonalizowanie rozmaitych elementów rzeczywistości tak, by wyjaśnić je zupełnie innymi czynnikami. Warto pamiętać, że interwencja kryzysowa nie może przypominać kolejnej rodzinnej kłótni. Musi wypływać z troski i być rzeczowa, tzn. operować faktami, a nie opiniami. Nie generalizujemy („jesteś złym mężem”, „masz wszystko gdzieś”), ale odnosimy się do konkretnych wydarzeń (np. „nie poszedłeś na zebranie rodziców w szkole, bo się upiłeś”, „urządziłeś awanturę na urodzinach babci”, „spóźniłeś się o godzinę do pracy, bo cierpiałeś na kaca”). Nie należy również wdawać się w dyskusje na temat tego, dlaczego alkoholik pije. Chodzi tylko o uświadomienie mu skali problemu, z jakim się zmaga (a z nim cała rodzina). Celem takiej interwencji jest wywołanie szoku, który doprowadzi do krótkotrwałego kryzysu – dzięki takiej „terapii wstrząsowej” mechanizmy obronne alkoholika mogą zostać osłabione, a on sam przynajmniej częściowo dostrzeże skalę konsekwencji swojego zachowania.

Choć powszechnie wiadomo, że jednym z najważniejszych czynników warunkujących powodzenie terapii psychologicznej, jest wewnętrzna motywacja pacjenta do zmiany, gdy anonimowa grupa wsparcia dla alkoholików nie pomaga, w skrajnych przypadkach można również sięgnąć po leczenie przymusowe. Taka możliwość ma miejsce wyłącznie wtedy, gdy dana osoba z powodu nadużywania alkoholu powoduje rozkład życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchyla się od pracy albo systematycznie zakłóca spokój lub porządek publiczny. Składając stosowny wniosek, musimy go uzasadnić. Pomocne będą wówczas notatki z interwencji policji, zeznania członków rodziny, znajomych lub sąsiadów, rachunki z izby wytrzeźwień lub zaświadczenia lekarskie. Wniosek o zajęcie się problemem składamy do gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych (rodzina nie może sama wystosować wniosku do sądu). Komisja może skierować alkoholika na badanie do biegłego, jednak nie jest to konieczne. Jeśli sąd przychyli się do wniosku o skierowanie chorego na przymusowe leczenie, zdecyduje również o tym, jak długo będzie trwał ten obowiązek (jednak nie może to być okres dłuższy niż 2 lata).

Obsesyjne obżarstwo – nie mogę przestać myśleć o jedzeniu…

Obsesyjne obżarstwo – nie mogę przestać myśleć o jedzeniu…

Łatwo wpaść w obsesyjne obżarstwo, zwłaszcza przy naturalnym założeniu, że jedzenie jest naszym sprzymierzeńcem, który pozwala na dodawanie sił naszemu ciału i wyposażanie go we wszystkie składniki, których potrzebuje, by funkcjonować prawidłowo. Zdarza się jednak, że nasza relacja z jedzeniem staje się zaburzona. Na przemian głodzimy się i pochłaniamy ogromne ilości produktów, skazując się tym samym na złe samopoczucie fizyczne i ogromne wyrzuty sumienia. A w dodatku niezależnie od zachowania widocznego z zewnątrz, wciąż myślimy o jedzeniu…

Czym różni się osoba otyła lub anorektyczka od człowieka całkowicie zdrowego? Co sprawia, że niektórzy z nas mają nieustanne problemy z wagą, samoakceptacją i znalezieniem sposobu na zdrowy, zbilansowany tryb życia? Odpowiedź na oba te pytania brzmi: sekret tkwi w sposobie myślenia. Wszystko to, co robimy i ewentualne konsekwencje naszych działań mają swój początek w naszych głowach. To właśnie złe nawyki myślowe i niekonstruktywne przekonania prowadzą nas prosto w sieci wroga zdrowia, którym jest obsesyjne obżarstwo.

Jedzenie nie jest naszym wrogiem. Powinniśmy traktować je jak przyjaciela, który wnosi w nasze życie wiele dobra: daje nam energię do działania, sprawia nam przyjemność i wyposaża nas w składniki odżywcze, które pozytywnie wpływają na nasze zdrowie. Niestety, wszechobecny kult szczupłego, wysportowanego ciała bez grama tłuszczu oraz presja bycia zawsze „fit” sprawiają, że nasza relacja z jedzeniem często ulega zaburzeniu. Zdaje nam się, że obsesyjne obżarstwo jest naszą codziennością. Zaczynamy myśleć o jedzeniu jak o czymś, z czym należy walczyć. Nieustannie odmawiamy sobie wszystkiego, co lubimy i biczujemy się w myślach za każdą „chwilę słabości”.

Patrząc na osobę cierpiącą na anoreksję, można byłoby pomyśleć, że jedzenie niemal dla niej nie istnieje. Jest w stanie odmówić nawet najpyszniejszego ciastka, nigdy nie „łamie się” i nie sięga po niezdrowe przekąski, je bardzo mało i nie zdradza żadnego zainteresowania smacznymi, choć niezdrowymi potrawami. W rzeczywistości jednak obraz ten jest bardzo złudny. Zaburzenia odżywiania to ciągłe odmawianie sobie tego, na co chorzy mają ochotę. Unikanie pokus, wyzbywanie się ulubionych dań i nieustanne pilnowanie swojego dietetycznego jadłospisu to droga do obsesyjnego myślenia o jedzeniu. Choć anorektyk niemal nic nie je, jego myśli wciąż krążą wokół tego tematu, co jedynie wzmaga jego cierpienia. Nieustannie czuje się bowiem jak ktoś, kto bardzo pragnie czegoś zupełnie nieosiągalnego.

Podobnie jest w przypadku bulimii, chociaż tutaj objawy wyglądają nieco inaczej. Chory prowadzi podobną walkę, którą co jakiś czas „przegrywa”: głodówki przeplatane są z momentami, kiedy napada nas obsesyjne obżarstwo, które generuje ogromne poczucie winy i chęć pozbycia się pochłoniętych kalorii np. poprzez wymioty lub przyjmowanie środków przeczyszczających. Generalnie jednak mechanizm jest zbliżony jak w anoreksji: jedzenie stanowi symbol grzechu i słabości, wobec czego traktowane jest jak śmiertelny wróg. Osoba cierpiąca na zaburzenia odżywiania na jakimś etapie nabrała destrukcyjnych przekonań dotyczących dostarczania sobie pożywienia i uwierzyła, że takie zachowanie jest czymś niepożądanym. Paradoksalnie, prowadzi to do zwiększenia koncentracji na jedzeniu – po to, by nieustannie się pilnować, a także z powodu ciągłej tęsknoty za tym, czego zakazuje sumienie.

Czy tego typu problemy dotyczą wyłącznie osób chorych? Czy to możliwe, że tak naprawdę mało kto z nas może pochwalić się prawidłowymi relacjami z jedzeniem? Niestety, wszystko wskazuje na to, że wielu z nas ma mniejsze lub większe kłopoty z zaakceptowaniem siebie i własnego ciała, a co za tym idzie – z uznaniem faktu, że przyjmowanie pokarmów jest naturalną częścią naszego życia. Nieustannie bombardowani jesteśmy wizerunkami wyidealizowanych ciał modeli i celebrytów, a media nie ustają w promowaniu diet odchudzających oraz bycia „fit”. Z jednej strony zwiększa się nasza świadomość na temat różnych produktów spożywczych (nikt już nie ma wątpliwości, że chipsy i duże ilości czekolady nie idą w parze z doskonałym zdrowiem), a z drugiej – zaczęliśmy być dla siebie zbyt surowi. Skoro w ogólnej świadomości dogadzanie sobie jedzeniem traktowane jest jak grzech, to dlaczego my sami mielibyśmy myśleć inaczej? Skoro wszyscy mówią nam, że powinniśmy nieustannie się kontrolować i obsesyjnie rozmyślać o swojej diecie, to jak mielibyśmy się przed tym uchronić?

Kiedy ciągle zastanawiamy się nad tym, co powinniśmy zjeść, a czego należałoby sobie odmówić, zaczynamy nadmiernie koncentrować się na tej dziedzinie swojego życia. Istnieje różnica pomiędzy świadomym kształtowaniu zdrowych nawyków a obsesją. Często zapominamy, że zjedzenie ulubionego ciastka lub kilku kawałków pizzy nas nie zabije. Za to chorobliwe skupienie na własnym ciele, jego niedoskonałościach oraz jedzeniu – może.

Czasami warto pamiętać o prostej, banalnej prawdzie: wszystko jest dla ludzi. Jasne, warto zwracać uwagę na to, co wkładamy do swojego koszyka w sklepie, by niepotrzebnie nie wprowadzać do swojego organizmu szkodliwych substancji. Jednak jeśli od czasu do czasu najdzie nas nieodparta chęć na zjedzenie czegoś, co trudno nazwać dietetycznym – zróbmy to z przyjemnością i po prostu przestańmy o tym myśleć.

Dojrzewanie dzieci – dlaczego rodzicom ciężko się z tym pogodzić?

Dojrzewanie dzieci – dlaczego rodzicom ciężko się z tym pogodzić?

Dojrzewanie dzieci jest długotrwałym i skomplikowanym procesem. Na początku swojego życia niemowlę jest zupełnie bezradne i zależne od opieki swoich rodziców. Matka i ojciec mają do odegrania niewdzięczną rolę: w pierwszych latach muszą niemal całkowicie poświęcić się roli opiekunów, by stopniowo pozwalać swoim latoroślom na coraz większą samodzielność, a w końcu pogodzić się z tym, że stały się one zupełnie dorosłe i przyszedł czas, by „wyfrunęły z gniazda”. Dlaczego zaakceptowanie tego stanu rzeczy bywa tak trudne?

Chyba każdy z nas zna kogoś, czyje relacje z rodzicami w dorosłym życiu są bardzo dalekie od ideału. Idealnie zgodne rodziny wielopokoleniowe możemy zobaczyć jedynie w filmach oraz ociekających sztucznością reklamach. W prawdziwym życiu na co dzień mamy do czynienia z odmiennymi opiniami, różnicami charakterów i poglądów oraz wizji dotyczących tego, jak powinny wyglądać wzajemne relacje. Jeśli masz rodziców, którzy w pełni akceptują twoją odrębność, znają cię i lubią takiego, jaki jesteś oraz potrafią odnaleźć się w drugoplanowej roli, jaką obecnie pełnią w twoim życiu – masz ogromne szczęście. Bardzo wielu dorosłych spotyka się z ogromnym niezrozumieniem oraz chęcią kontroli ze strony swoich rodziców. Choć takie relacje należy nazwać toksycznymi, nie stanowią one rzadkości. Wkroczenie w dorosłość własnych dzieci dla wielu matek i ojców stanowi wielką trudność i problem, z którym zupełnie nie potrafią sobie poradzić.

Dojrzewanie dzieci, Ranking Ośrodków Terapii, 2

Aby zrozumieć stopień skomplikowania kontaktów między dziećmi a rodzicami, musimy cofnąć się do czasów niemowlęctwa. W tamtym czasie główny opiekun (na ogół mama) jest całym światem dla nowonarodzonego, małego człowieka. Nasz gatunek jest jednym z tych, których przedstawiciele tuż po urodzeniu są kompletnie bezbronni i niesamodzielni. Aby przeżyć, potrzebują opieki ze strony starszych, w pełni rozwiniętych osobników. Zaś aby dorośli byli skłonni poświęcać się i zajmować potomkiem, muszą być do niego mocno przywiązani. Natura wyposażyła nas w odpowiednie hormony i instynkty, dzięki którym niemal natychmiast wytwarza się specyficzna więź między rodzicami a ich dzieckiem. Szczególnie matka, która przez wiele miesięcy jest dosłownie, fizycznie połączona ze swoją latoroślą, a później pozostaje z nią w bardzo bliskim kontakcie za sprawą karmienia piersią, często traktuje dziecko niemal jak część siebie. Dojrzewanie dzieci przewraca świat do góry nogami i wymaga pełnego zaangażowania. Bardzo często pociąga to za sobą pełne przeorganizowanie dotychczasowego życia oraz wiele różnych wyrzeczeń.

Choć taka sytuacja pojawia się przejściowo, bardzo wielu rodziców ma spory problem z zachowaniem zdrowego balansu pomiędzy pozostaniem sobą a sprawowaniem opieki nad małym dzieckiem. Zapewne każdy z nas zna przynajmniej jedną matkę lub parę, która po pojawieniu się na świecie potomka w trwały sposób zmieniła się nie do poznania: porzuciła swoje dotychczasowe zainteresowania, zaniedbała wygląd, karierę i przyjaźnie oraz w pełni poświęciła się opiece nie tylko nad noworodkiem, ale również coraz starszym dzieckiem. Wiele kobiet po zostaniu matkami zupełnie odpuszcza sobie relacje małżeńskie, koncentrując się na nowej roli. Często pojawiają się dylematy i konieczność dokonywania trudnych wyborów: dziecko czy kariera? Spędzanie czasu w domu czy dbanie o siebie lub pielęgnowanie przyjaźni?

Dojrzewanie dzieci, Ranking Ośrodków Terapii, 2

Oczywiście, opisana wyżej postawa stanowi pewną skrajność, jednak bardzo często stanowi podłoże późniejszego braku zgody rodziców na dojrzewanie dzieci. „Syndrom opuszczonego gniazda” jest tym dotkliwszy, im większą część codzienności rodziców stanowiło potomstwo. W przypadku ludzi, którzy całkowicie skoncentrowali się na rolach opiekunów, po wyprowadzeniu się dzieci pojawia się ogromna pustka, którą trudno zapełnić. Rodzice mogą czuć się „oszukani” – wierzyli, że poświęcenie dla rodzicielstwa im się opłaci, tymczasem córka lub syn chce rozluźnić ich kontakty i prowadzić własne, odrębne życie. Często nie realizuje pragnień i ambicji rodziców, ma inną wizję dotyczącą swojej przyszłości lub po prostu prezentuje cechy odmienne od tego, co wymarzyli sobie matka i ojciec.

Czy to oznacza, że musimy zaakceptować toksyczne zachowania swoich rodziców i pozwolić im na kontrolowanie naszych decyzji? Oczywiście, że nie. To naturalne, że w pewnym wieku zaczynamy dorosłe życie i w pewnym sensie odcinamy się od rodziny pochodzenia. Ważne, byśmy sami mieli świadomość tego, że mamy takie prawo i nie musimy czuć się winni, że „porzucamy” rodziców. Możemy ich rozumieć i wspierać, jednak w żadnym wypadku nie należy rezygnować z siebie i swoich potrzeb. Być może początki będą trudne, jednak jeśli rodzice szanują nas jako odrębne jednostki, z pewnością po jakimś czasie zrozumieją, że dojrzewanie dzieci jest naturalnym procesem i zmienią swoją codzienność tak, by lepiej się do niej przystosować. Sytuacje, w których dorośli ludzie prowadzą „podwójne życie”, okłamując swoich rodziców w kwestiach nawyków (np. palenia papierosów), religii, a nawet orientacji seksualnej, stanowią swego rodzaju patologię, która nikomu nie wychodzi na dobre. Każdy z nas ma prawo być sobą, o ile nie przekracza tym samym wolności drugiego człowieka. Kochający rodzice z pewnością to uszanują i nauczą się traktować nas po partnersku.

Uzależnienie od drugiej osoby – jak się z niego wyleczyć?

Uzależnienie od drugiej osoby – jak się z niego wyleczyć?

Uzależnienie od drugiej osoby jest możliwe, choć nie wszyscy wiedzą, że uzależnić się można nie tylko od substancji psychoaktywnych, takich jak alkohol, papierosy czy narkotyki. Choć może się to wydać nieprawdopodobne, równie niebezpieczne i trudne do przezwyciężenia może okazać się… uzależnienie od ukochanej osoby. Po czym poznać, że nasz stosunek do partnera wykracza poza normalne, zdrowe przywiązanie? Jak można wyleczyć się z „miłosnego nałogu”?

Chyba wszyscy wiemy, jakie są podstawowe objawy uzależnień: obsesyjne myśli o nałogowej substancji lub czynności, koncentracja na ich zdobywaniu, zaniedbywanie innych aktywności i zainteresowań, kontynuowanie niezdrowego zachowania pomimo negatywnych konsekwencji, cierpienie w przypadku odstawienia… Brzmi znajomo? Rzeczywiście, tego typu symptomy możemy zaobserwować nie tylko u alkoholików czy narkomanów, ale również u ludzi zakochanych. Tak przejawiać się może również uzależnienie od drugiej osoby. Kiedy poznajemy wyjątkową dla siebie osobę, często w pewnym sensie „zatracamy się” w tym związku. Mówimy i myślimy niemal wyłącznie o obiekcie swoich uczuć, spędzamy z nim ogromną ilość czasu i stawiamy na pierwszym miejscu. W pewnym stopniu jest to zdrowe i naturalne, jednak wiele osób przekracza tę granicę, upodabniając swoją miłość do zgubnego uzależnienia, które całkowicie dezorganizuje ich życie.

Uzależnienie od drugiej osoby, Ranking Ośrodków Terapii 1

Człowiek uzależniony od ukochanej osoby zachowuje się zupełnie jak inni nałogowcy. Obecność ukochanego lub ukochanej jest dla niego warunkiem względnie normalnego funkcjonowania. Jego akceptacja staje się najważniejszym kryterium przesądzającym o poczuciu własnej wartości. „Miłosny nałogowiec” jest w stanie postępować wbrew sobie i zupełnie ignorować własne pragnienia oraz potrzeby, tylko po to, by zadowolić partnera. Jeśli trafi na niewłaściwą osobę, która zacznie to wykorzystywać, może z tego powstać bardzo nieprzyjemna, w nawet niebezpieczna sytuacja. W ten sposób rodzi się toksyczny związek, a którym jedna strona manipuluje drugą i wykorzystuje jej zaufanie.

W popkulturze bardzo wyraźnie obecny jest motyw romantycznej miłości, która stanowi jedyny cel i treść życia bohaterów. W książkach i filmach takich jak np. popularny „Zmierzch” często padają zdania w stylu: „Nie mogę bez ciebie żyć”, „Bez ciebie nic nie znaczę”, „Żyję tylko dla ciebie”. Młodzi ludzie uczą się w ten sposób, że nieograniczone przywiązanie do drugiej osoby jest czymś dobrym i pożądanym. Tymczasem zdrowy i zrównoważony człowiek nie powinien opierać całego swojego życia wyłącznie na jednej kwestii. Nikt inny nie może być odpowiedzialny za nasze szczęście – to my musimy zadbać o to, by niczego nam nie brakowało i by nasze potrzeby były zaspokajane.

W toksycznych układach zwykle mamy do czynienia z nierównym podziałem wpływów. Innymi słowy – jedna osoba jest dominująca, a druga się jej podporządkowuje. Tak wygląda uzależnienie od drugiej osoby. Uzależniony w pewnym sensie uczy się rozpoznawać nastroje drugiej strony, jest wyczulony na wszelkie jej słowa, miny oraz gesty, a jego zachowania koncentrują się na spełnianiu jej oczekiwań. Zamiast postępować po swojemu, nieustannie zastanawia się, jak ukochany czy ukochana zareagowaliby na określone zdarzenia, czego by w tej sytuacji oczekiwali, co sprawi im przykrość, a co radość. Nie ogląda ulubionych filmów, jeśli nie podobają się one drugiej osobie, ubiera się pod jej dyktando i mówi tylko to, co chciałaby usłyszeć. Z czasem mamy do czynienia z destrukcją dotychczasowego życia, tak jak w przypadku alkoholików czy narkomanów. Często kończy się to nie tylko postępowaniem wbrew sobie i porzuceniem dotychczasowych zainteresowań, ale również zerwaniem kontaktów z bliskimi, zwłaszcza, jeśli są oni przeciwni danemu związkowi lub ukochany czy ukochana za nimi nie przepadają.

Uzależnienie od drugiej osoby, Ranking Ośrodków Terapii 2

Jak możemy wyzwolić się z takiego uzależnienia? Pozornie sprawa jest prosta – przede wszystkim należy zadbać o siebie. Nie jesteśmy w stanie stworzyć satysfakcjonującego związku z drugim człowiekiem, dopóki dobrze nie poznamy i nie zaakceptujemy samych siebie oraz nie nauczymy się funkcjonować w pojedynkę. Jeśli marzymy o zerwaniu z nałogiem, w pierwszej kolejności musimy popracować nad swoim poczuciem własnej wartości. Należy zadać sobie pytanie: dlaczego czuję się aż tak niepewnie, że całkowicie podporządkowuję się innej osobie? Czemu czuję się bezwartościowa lub bezwartościowy, jeśli ukochana osoba nie zwraca na mnie uwagi? Czy przypadkiem nie zatraciłam/nie zatraciłem siebie w tym związku?

Uzależnienie od drugiej osoby to uzależnienie emocjonalne. Jest ono o tyle podstępne, że łatwo pomylić jego objawy z romantyczną, szczęśliwą miłością. To przecież normalne, że zakochani chcą spędzać ze sobą jak najwięcej czasu i wpatrują się w siebie nawzajem jak w obrazek. Jednak warto pamiętać, że niezależnie od życiowych okoliczności, to my powinniśmy być najważniejsi dla samych siebie. A kiedy zauważymy, że w imię miłości zaczynamy postępować wbrew sobie i własnym przekonaniom, zaniedbujemy to, co dotychczas było dla nas istotne, przestajemy się rozwijać oraz zaspokajać własne ambicje i w związku z tym stajemy się coraz bardziej nieszczęśliwi – z całą pewnością powinniśmy to uznać za sygnał ostrzegawczy.