Najlepszy terapeuta to osoba po przejściach

Najlepszy terapeuta to osoba po przejściach

Zapoznając się z ofertami ośrodków terapii oraz sylwetkami członków kadry, możemy zauważyć, że terapeutami bardzo często zostają osoby, które same mają na swoim koncie trudne przeżycia: są trzeźwymi alkoholikami lub narkomanami, w przeszłości zmagały się z depresją, zaburzeniami odżywiania czy należą do DDA, czyli dorosłych dzieci alkoholików. Dlaczego zawody związane ze zdrowiem psychicznym są tak popularne wśród osób „po przejściach”? Czy tego rodzaju doświadczenia pomagają im w pracy terapeutycznej?

Bycie psychoterapeutą to bardzo specyficzna praca. Przedstawiciele tego zawodu nie wykonują go jedynie dla pieniędzy – na ogół są to osoby z misją, którym zależy przede wszystkim na możliwości pomagania innym. Nie da się spełniać w tej profesji, nie mając w sobie dużej dozy empatii, wrażliwości, refleksyjności i otwartości na innych. Pacjenci to przecież nie kolejne projekty do „odhaczenia” czy zadania do wykonania i są warci o wiele więcej niż pieniądze pochodzące z wynagrodzenia za pracę. Każdy z nich ma własne uczucia i historię, a sukcesy zawodowe terapeutów to ocalone rodziny i życia. Właśnie dlatego nie każdy nadaje się do tego zawodu, a aby wykonywać go skutecznie, trzeba bardzo dobrze rozumieć klientów.

Z jednej strony, większość nurtów terapeutycznych kładzie nacisk na to, by osoba prowadząca terapię była „przezroczysta” i nie narzucała pacjentowi swojego sposobu myślenia i przeżywania. W rzeczywistości jednak terapeuci to nie roboty, a ludzie, którzy nie są w stanie w stu procentach odciąć się od swoich emocji i doświadczeń. Dlatego tak ważne w tym zawodzie jest to, jaką osobą jest jego wykonawca. Jakie ma usposobienie, w jaki sposób reaguje na rozmaite sytuacje, czy potrafi wczuć się w sytuację pacjenta, czy nie ma uprzedzeń oraz czy jest w stanie do pewnego stopnia utożsamić się z klientem, choćby po to, by znaleźć z nim wspólny język.

I tutaj dochodzimy do najważniejszego zagadnienia, czyli odpowiedzi na pytanie: czy własne przejścia pomagają w prowadzeniu terapii? Trudno stwierdzić to jednoznacznie, jednak warto pamiętać, że każde doświadczenie życiowe uczy nas nowych rzeczy. Stajemy się coraz bardziej otwarci na innych ludzi, rozumiemy ich zachowania i motywacje. Potrafimy przewidzieć ich emocje oraz reakcje, ponieważ wiemy, jak sami zachowalibyśmy się na ich miejscu. W dodatku wspólny bagaż doświadczeń jest w stanie w jednej chwili zbliżyć do siebie dwie osoby – nawet takie, które wcześniej się nie znały. Alkoholicy czy narkomani bardzo często buntują się przeciwko prowadzącym leczenie, zarzucając im, że nie mają pojęcia, z czym muszą mierzyć się chorzy. W przypadku terapeutów, którzy sami wcześniej zmagali się z uzależnieniem, ten argument nie ma racji bytu. Są w stanie nie tylko lepiej zrozumieć stany emocjonalne osób poddawanych leczeniu, ale również przewidzieć ich reakcje i zachowania (oraz im zapobiec) oraz podzielić się własnymi doświadczeniami, licząc na to, że ich historia okaże się inspirująca.

Alkoholizm i narkomania to choroby nieuleczalne, a więc towarzyszą nałogowcom do końca życia. Ale nie oznacza to, że już zawsze wpływają na ich zachowanie, powodując, że chorzy są nieobliczalni i niegodni zaufania. Terapeutą może zostać tylko osoba, która jest stabilna życiowo i dojrzała oraz poradziła sobie z własnymi problemami. Z pewnością niektórzy mogliby się obawiać, że nałogowcy nie będą dobrymi terapeutami ze względu na swoje zaburzenie. Na szczęście nie jest to prawdą – alkoholik, który przepracował swoje ograniczenia i nauczył się kontrolować swoje zachowanie, jest w stanie funkcjonować jak całkiem zdrowy człowiek. Oczywiście, wciąż musi się pilnować (na przykład nie może pić alkoholu, nawet w niewielkich ilościach), jednak nie wpływa to na jego zdolność do leczenia innych.

Każda osoba, która chce otrzymać uprawnienia do prowadzenia psychoterapii, musi przejść tzw. terapię własną, by uniknąć przenoszenia własnych problemów na pacjentów, którym będzie pomagała. Dotyczy to wszystkich – zarówno tych, którzy mają zdiagnozowane zaburzenia, jak i całkowicie zdrowych. W rzeczywistości każdy z nas zmaga się z jakimiś trudnościami, barierami i traumami. Każdy ma swój własny bagaż doświadczeń, określony sposób przeżywania i reagowania na różne sytuacje – czasem zdrowy i przystosowawczy, a czasem niekoniecznie. Zanim terapeuta zostanie dopuszczony do pracy w zawodzie, by móc pomagać innym ludziom, sam musi nauczyć się radzić sobie z własnymi bolączkami.

Warto również wspomnieć, że osoba, która z powodzeniem pokonała zaburzenie psychiczne lub nauczyła się z nim żyć, prawdopodobnie posiada sporą wiedzę na temat ludzkiej psychiki i jest bardzo świadoma tego, jak funkcjonuje ludzki umysł. To właśnie ośrodek terapii zwykle bywa miejscem, w którym trzeźwiejący alkoholicy dochodzą do wniosku, że w przyszłości chcą zostać terapeutami. Praca nad sobą i rozwój osobisty sprawiają, że chcą dzielić się tym, czego nauczyli się i co przeżyli zarówno w czasie czynnego oddawania się nałogowi, jak i w placówce. Dobrze przeprowadzona psychoterapia nieprawdopodobnie wzmacnia, a osoby, które mają ją za sobą, mają naprawdę wiele do zaoferowania innym.

Dlaczego romansujemy? Co da kochanek/kochanka, czego nie dostaniesz w małżeństwie?

Dlaczego romansujemy? Co da kochanek/kochanka, czego nie dostaniesz w małżeństwie?

Stojąc na ślubnym kobiercu, nikt raczej nie podejrzewa, że jego związek mógłby się rozpaść – a tym bardziej, że miałoby się to wydarzyć z powodu zdrady. Tymczasem statystyki są nieubłagane: niemal połowa z nas zna kogoś, kto flirtował z osobą pozostającą w stałym związku lub sama to robiła. Dlaczego tak chętnie stawiamy na szali swoją dotychczasową relację, rzucając się w ramiona innej osoby? Czy rzeczywiście kochanek lub kochanka mogą nam dać coś, czego nie jest w stanie dać nam nasz współmałżonek?

Wyniki badania CBOS na temat zdrady są jednoznaczne: aż 48 procent ankietowanych ma w swoim otoczeniu osobę, która flirtuje lub flirtowała z osobą pozostającą w poważnej relacji, a nawet sama to robiła. Natomiast 38 procent osób zna kogoś, kto nawiązał relację seksualną, jednocześnie będąc w związku. Jest to tym mniej zrozumiałe, że 72 procent badanych uznała, iż zdrada ma więcej negatywnych, niż pozytywnych konsekwencji. Wśród powodów romansu, jakie wskazywali, najczęściej pojawiały się odpowiedzi takie jak: znudzenie dotychczasowym związkiem, kryzys małżeński, ucieczka od problemów, chęć poprawienia swojej samooceny i dowiedzenia własnej atrakcyjności, uczucie samotności, zakochanie oraz chęć skorzystania z nadarzającej się okazji. Ale czy psychologowie zgadzają się z takimi wyjaśnieniami?

Analizując zjawisko zdrady małżeńskiej, warto pamiętać, że rzadko jest ona czymś, co zdarza się pod wpływem chwili. Problemy zwykle zaczynają się znacznie wcześniej, choć nie wszyscy potrafią je dostrzec. W naprawdę dobrych związkach tworzonych przez szczęśliwych, zakochanych w sobie nawzajem ludzi raczej nie ma ryzyka niewierności. Co więc sprawia, że narażamy swoją dotychczasową relację i decydujemy się na „skok w bok”?

Brak komunikacji i unikanie konfliktów

Wiele osób zakłada, że kłótnie są czymś jednoznacznie negatywnym i świadczą o złej kondycji małżeństwa. Wbrew pozorom jednak, sprzeczki między partnerami wskazują na to, że są między nimi uczucia oraz komunikacja. Znacznie większym wrogiem dobrej relacji jest obojętność. Zdarza się, że problemy między dwojgiem ludzi narastają przez lata, sprawiając, że pojawia się między nimi coraz większy mur, a oni za wszelką cenę unikają konfrontacji, przez co trudności i nieporozumienia nie zostają rozwiązane. Małżonkowie oddalają się od siebie i czują się nierozumiani. Czasami zdarza się, że jedno z nich (lub oboje) zaczyna poszukiwać bliskości poza związkiem. Wbrew pozorom, głównym motywem zdrady rzadko jest seks – znacznie istotniejsza jest intymność o charakterze emocjonalnym.

Niska samoocena

Zdarza się, że flirt lub seks stają się sposobami na udowodnienie sobie własnej atrakcyjności – potwierdzenie, że możemy się komuś podobać. Wszystkie związki zaczynają się od wielkiej namiętności, a z czasem pociąg fizyczny i zauroczenie są częściowo zastępowane przez przyjaźń i zaufanie. Wieloletni małżonkowie często przestają okazywać sobie nawzajem zainteresowanie i nie prawią sobie komplementów. W takim wypadku jedna z osób może uznać, że nie podoba się partnerowi i szukać potwierdzenia własnego seksapilu na zewnątrz. Inną przyczyną „skoku w bok” może być kryzys wieku średniego i bolesne uświadomienie sobie upływu czasu. Ekscytacja związana z romansem może wówczas stanowić metodę na zagłuszenie trudnych uczuć.

Uzależnienie od seksu

Seksoholizm sprawia, że utrzymanie stałego związku i dochowywanie wierności jest praktycznie niemożliwe. Osoby zmagające się z uzależnieniem behawioralnym wykonują nałogową czynność kompulsywnie i nie potrafią jej kontrolować. Niezależnie od tego, jak udane jest ich pożycie seksualne w małżeństwie, zawsze pragną więcej i potrzebują nowych, silnych wrażeń. W takim przypadku jedynym rozwiązaniem jest profesjonalna terapia, która pomoże zapanować nad własnymi instynktami.

Deficyty emocjonalne

Zawierając związek małżeński, zwykle jesteśmy zakochani po uszy i wierzymy, że jesteśmy do siebie idealnie dopasowani. W rzeczywistości jednak ideały nie istnieją, a każdy z nas ma zarówno zalety, jak i wady. Jeżeli obszary, w których nasz partner ma deficyty, nie są dla nas zbyt istotne – nie ma żadnego problemu. Trudności pojawiają się wtedy, gdy nasz współmałżonek nie zaspokaja naszych podstawowych, emocjonalnych potrzeb, np. nie jest wystarczająco czuły, nie daje nam poczucia bezpieczeństwa, jest zbyt dominujący, podczas gdy my wolimy osoby bardziej uległe i ugodowe lub przeciwnie – ma słaby charakter, choć my gustujemy w osobach silnych i zdecydowanych. Jeśli tak się dzieje, możemy zacząć poszukiwać zaspokojenia tych pragnień i potrzeb poza związkiem, wiążąc się z kimś diametralnie różnym od naszego męża lub żony.

Nieudany związek i brak uczuć

Nie da się ukryć, że znaczna część przypadków niewierności ma miejsce w związkach, które od dawna stanowią fikcję. Niektórzy biorą ślub za szybko, nie znając partnera zbyt dobrze, a następnie przekonują się, kompletnie do siebie nie pasują. Inni zmagają się z problemami w relacji przez lata, aż w końcu dochodzi do całkowitego zaniku miłości. Wówczas rozstanie lub zdrada są tylko kwestią czasu – choć lepiej, by małżeństwo zostało skończone, zanim którakolwiek ze stron znajdzie sobie nowy obiekt uczuć.

Uzależnienia – rodzaje. Dlaczego w nie wpadamy?

Uzależnienia – rodzaje. Dlaczego w nie wpadamy?

Różnego typu uzależnienia to jedna z najczęściej występujących grup zaburzeń psychicznych. Często „wrzucamy je do jednego worka”, traktując jak jednolitą kategorię, tymczasem w rzeczywistości istnieje wiele różnych nałogów, które – choć nie brakuje im elementów wspólnych – należy rozpatrywać jako osobne problemy, z odmiennymi zestawami objawów i konsekwencji. Jakie kategorie możemy wyróżnić wśród typowych uzależnień? Jakie mechanizmy sprawiają, że się uzależniamy?

Często bagatelizujemy zagrożenia związane z uzależnieniami, powtarzając sobie, że ten problem zupełnie nas nie dotyczy. W społecznej świadomości nałogi często wiążą się z nizinami społecznymi, biedą i szeroko rozumianą patologią. Widząc alkoholika lub narkomana, nierzadko mimowolnie go oceniamy. Wiele osób ma tendencję do powtarzania krzywdzących stereotypów na temat osób uzależnionych. Często słyszymy zdania takie jak: „Gdyby nie chciał, to by nie pił”, „Sam jest sobie winien” czy „Pije, bo jest egoistą”. Tymczasem nałogi są takie groźne właśnie dlatego, że mogą dotknąć każdego i bardzo trudno się przed nimi uchronić. W dodatku istotą ich mechanizmów jest fakt, że nałogowiec kompletnie nie zdaje sobie sprawy ze swojego problemu – jest przekonany, że zażywa środek psychoaktywny lub wykonuje daną czynność dlatego, że chce i lubi, a nie dlatego, że musi i szczerze wierzy, że mógłby przestać to robić w dowolnym momencie. Świadomość własnego zaburzenia zwykle przychodzi zbyt późno, a czasem nie pojawia się nigdy.

To tyle, jeśli chodzi o podobieństwa między poszczególnymi nałogami. To oczywiste, że mają one bardzo zbliżone objawy i konsekwencje: chorzy zaniedbują inne dziedziny swojego życia, koncentrując się na czynności związanej z uzależnieniem, ich emocje i zachowania są mocno zaburzone, a utrata kontroli nad własnymi zachowaniami i popędami prowadzi do stopniowej destrukcji zdrowia, życia rodzinnego i zawodowego. Jednak myliłby się ten, kto sądziłby, że wszystkie nałogi mają dokładnie takie samo podłoże i przebieg. Na jakie kategorie można byłoby podzielić poszczególne uzależnienia.

Uzależnienia – Kategorie

Czytając o działaniu różnych narkotyków, często można natknąć się na wzmiankę o tym, jaki rodzaj uzależnienia wywołuje dana substancja. Rzeczywiście: to, co powszechnie nazywamy alkoholizmem czy narkomanią, w rzeczywistości stanowi konfigurację zależności o różnym podłożu. Na ogół u jednej osoby można dostrzec symptomy kilku rodzajów uzależnienia, jednak nie jest to regułą.

Pierwszym typem następstw przyjmowania substancji psychoaktywnych oraz wykonywania czynności, które w pewnym momencie stają się przymusowe, jest uzależnienie fizyczne, nazywane również fizjologicznym. Warto o nim pamiętać, kiedy ulegamy stereotypowi, zgodnie z którym alkoholicy, narkomani czy nałogowi hazardziści zostają nimi w wyniku własnej, świadomej decyzji. W rzeczywistości uzależnienie w dużym stopniu stanowi zaburzenie pracy mózgu, a skłonności do niego mogą być wrodzone i dziedziczone. Uzależnienie fizycznie wiąże się nie tylko z pozytywnymi, cielesnymi reakcjami na substancję psychoaktywną, ale również z zespołem abstynencyjnym pojawiającym się po jej odstawieniu. Wśród jego objawów pojawiają się fizjologiczne reakcje takie jak wymioty, biegunka, bóle, drgawki, przyspieszona praca serca, wzmożona potliwość czy uczucie zimna. Leczenie tego typu nałogów rozpoczyna się od tzw. odtrucia, czyli samoistnego usunięcia z krwiobiegu pozostałości toksycznych związków pochodzących z alkoholu czy narkotyków. Najsilniejsze, fizyczne uzależnienie wywołują alkohol etylowy, nikotyna, morfina, heroina, steroidy, benzodiazepiny i barbiturany.

Kolejnym rodzajem zależności jest uzależnienie psychiczne, zwane również psychologicznym. Nazwa ta może być nieco myląca, ponieważ jego przyczyny leżą w zmienionej biologii naszego mózgu, choć nie wiążą się z zatruciem organizmu. Uzależnienie psychiczne do pewnego stopnia można określić jako nawyk, np. przyzwyczajenie do palenia papierosa, picia alkoholu lub wykonywania jakiejś czynności w określonych okolicznościach (np. w sytuacjach stresowych, podczas spotkań z konkretnymi osobami, po powrocie do domu z pracy itd.). Taki nałóg wiąże się przede wszystkim z nieprawidłową regulacją emocji. W sytuacjach dyskomfortu psychicznego chorzy nie próbują radzić sobie z nim w sposób konstruktywny, a dążą do szybkiej ulgi poprzez zażycie substancji lub wykonanie czynności, od której są uzależnieni (to mogą być np. zakupy, seks czy gry hazardowe). Nie są także w stanie kontrolować swoich impulsów i oddają się nałogowemu zachowaniu, mimo wiedzy o jego szkodliwości. Ich wola jest znacznie osłabiona przez środki odurzające, przez co wpadają w tzw. „błędne koło”.

Ostatnim, rzadko wymienianym rodzajem uzależnienia jest uzależnienie społeczne. Jego przyczyną jest przyjęta moda lub kultura. Zdarza się, że ktoś sięga po jakiś narkotyk, ponieważ jest to przyjęta praktyka w konkretnej grupie lub subkulturze (tak było m.in. w przypadku hippisów). Młodzi ludzie niejednokrotnie stosują używki, ponieważ obawiają się odrzucenia ze strony rówieśników. Osoba zmagająca się z uzależnieniem społecznym zwykle boi się rzucić nałóg, ponieważ utożsamia ten akt z wykluczeniem z grupy znajomych i utratą ich akceptacji.

Przedmiot uzależnienia

Kolejnym kryterium podziału nałogów może być przedmiot uzależnienia. Na podstawie tej zmiennej możemy wyróżnić dwie główne kategorie: uzależnienia chemiczne i behawioralne. Substancje chemiczne mogą mieć zarówno działanie uzależniające fizycznie, jak i psychicznie oraz społecznie. Obraz nałogu w dużej mierze zależy również od rodzaju substancji, którą zażywa chory. W przypadku alkoholizmu na początku chodzi przede wszystkim o stan odprężenia, redukcji napięcia, poprawy samooceny, ośmielania i ułatwiania zasypiania. Po pewnym czasie chory zaczyna doświadczać utraty kontroli nad ilością wypijanego alkoholu, ukrywa swoje picie, ma luki w pamięci (tzw. palimpsety alkoholowe, zwane potocznie „urwanym filmem”) i obserwuje wzrost tolerancji na alkohol, a w późniejszych etapach jego nałóg prowadzi do stopniowej destrukcji różnych, ważnych dziedzin życia.

Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku uzależnienia od leków. Istnieją środki farmakologiczne, które odznaczają się potencjałem uzależniającym, w związku z czym ich długotrwałe przyjmowanie może doprowadzić do zależności. Niejednokrotnie zdarza się, że pacjent biorący leki ściśle stosuje się do zaleceń lekarza. Niestety, jeśli te zalecenia są błędne, po jakimś czasie pojawia się nieodparta potrzeba zażywania środków oraz objawy zespołu abstynencyjnego. Potencjał uzależniający najczęściej mają leki przeciwdepresyjne, nasenne, uspokajające oraz przeciwdrgawkowe.

Kolejną grupą środków uzależniających są narkotyki, do których należą m.in. opiody, kokaina, konopie indyjskie (marihuana), kwas γ-hydroksymaslowy (GHB), substancje wziewne (kleje, detergenty, lakiery, rozpuszczalniki, aerozole i farby), ecstasy (MDMA), amfetamina oraz substancje halucynogenne (np. grzyby z grupy Psylocybe). Schemat ich przyjmowania jest bardzo zbliżony do alkoholu – najpierw zażywa się je rekreacyjnie, a z czasem są one potrzebne choremu do względnie normalnego funkcjonowania. Oczywiście, każdy narkotyk działa inaczej, wywierając inne skutki w psychice i organizmie człowieka. W tym miejscu warto wspomnieć również o narkotykach projektowanych, czyli dopalaczach. Choć młodzież często sięga po nie w przekonaniu, że są bezpieczniejsze od narkotyków, w rzeczywistości bywa wręcz odwrotnie, ponieważ konsekwencje ich zażywania wciąż nie są dobrze zbadane, przez co pomoc osobie, która uległa zatruciu, może być znacznie utrudniona.

Innym bardzo rozpowszechnionym uzależnieniem chemicznym jest nikotynizm, czyli uzależnienie od tytoniu. Nikotyna uzależnia podobnie jak alkohol oraz narkotyki, zaś palenie tytoniu i wdychanie dymu papierosowego ma bardzo destrukcyjne działanie na cały organizm oraz zwiększa ryzyko zapadnięcia na wiele chorób (również śmiertelnych). Nie każdy wie, że można się uzależnić również od kawy, a właściwie od zawartej w niej kofeiny. Spożywanie ok. 350 mg kofeiny (czyli ok. czterech filiżanek kawy) dziennie prowadzi do rozwinięcia się tolerancji, zaś dostarczanie sobie ponad 750 mg kofeiny na dobę świadczy o poważnym uzależnieniu. Kolejnym rodzajem nałogu chemicznego jest uzależnienie od steroidów, zwanych potocznie sterydami. Mogą to być leki sterydowe przyjmowane z powodów medycznych lub sterydy anaboliczne zażywane przez sportowców w celu zwiększenia masy mięśniowej.

Drugą dużą kategorią nałogów są uzależnienia behawioralne. W ich przypadku nie dochodzi do uzależnienia fizycznego, co nie oznacza, że nie są groźne lub nie prowadzą do negatywnych konsekwencji w różnych dziedzinach życia chorego. Uzależnienie od czynności to zaburzenie popędów, traktowane jako zachowania kompulsywne, nad którymi pacjent nie potrafi panować. Podobnie jak substancje chemiczne, początkowo są wykorzystywane dla przyjemności, zaś z czasem są niezbędne dla zredukowania dyskomfortu psychicznego i rozładowania napięcia. Wśród symptomów wskazujących na tego rodzaju nałogi można wymienić silne pragnienie lub wręcz przymus wykonywania pewnych czynności, trudności w kontrolowaniu się w zakresie tych zachowań, potrzeba zwiększania częstotliwości tych czynności w celu osiągnięcia takiego samego efektu psychologicznego (reakcja zbliżona do tolerancji), zaniedbywanie innych dziedzin życia (np. pasji, zainteresowań, rodziny, przyjaciół, pracy zawodowej itp.) oraz kontynuowanie danych zachowań mimo związanych z nimi szkód (np. pogorszenia zdrowia, problemów finansowych, kłopotów w pracy, kłótni z bliskimi itd.). Uzależnić się można od naprawdę wielu bardzo różnych czynności. Wśród najczęstszych tego typu zaburzeń można wymienić m.in. tanoreksję (opalanie się, zwłaszcza w solarium), bigoreksję (ćwiczenia fizyczne, stosowanie sterydów, dieta wysokobiałkowa mająca zwiększyć masę mięśniową), zakupoholizm, pracoholizm, seksoholizm, patologiczny hazard, uzależnienie od chirurgii plastycznej, medycyny estetycznej, telefonu komórkowego, internetu, komputera czy ćwiczeń fizycznych.

Medytacja – czym jest? Czy pomaga w życiu? Jak medytować?

Medytacja – czym jest? Czy pomaga w życiu? Jak medytować?

Wiele osób uważa, że medytacja jest czymś bardzo trudnym. Inni kojarzą ją z zabobonami czy astrologią i z góry odrzucają jako coś nienaukowego. Tymczasem najnowsze badania jednoznacznie potwierdzają pozytywny wpływ technik medytacyjnych na nasze zdrowie i samopoczucie. Czym właściwie jest medytacja? Jak nauczyć się ją praktykować?

Medytacja – Znaczenie

Chyba każdy z nas zna słowo „medytacja”, jednak mało kto zdaje sobie sprawę z tego, co ono właściwie oznacza. Wierzymy w wiele mitów na temat medytowania i wyobrażamy je sobie w bardzo stereotypowy sposób. Sporą winę za ten stan rzeczy ponosi kultura popularna, która łączy medytację wyłącznie z buddyjskimi mnichami lub „dziwakami” zakochanymi w mistycyzmie. Przedstawiane w ten sposób postacie zawsze siedzą nieruchomo, ze skrzyżowanymi nogami i doświadczają niezwykłych, duchowych przeżyć, dostępnych jedynie wybranym. Często mówi się też o tym, że aby prawidłowo medytować, należy całkowicie oczyścić umysł z jakichkolwiek myśli. Wszystkie te rzeczy wydają się trudne do osiągnięcia, a często również bezcelowe, w związku z czym wielu z nas zniechęca się do tego nawyku, nawet nie próbując go wdrożyć. Tymczasem techniki medytacyjne są rewelacyjnym sposobem na poprawę swojego samopoczucia i zdrowia oraz wyciszenie umysłu i wprowadzenie w swoje życie większej harmonii.

Czym właściwie jest medytacja? Jest to czynność, którą ludzkość praktykowała od zarania dziejów. Pismo Święte opisuje Chrystusa oddającego się kontemplacji, istnieją również przekazy, zgodnie z którymi Aborygeni zachowywali się podobnie, samotnie jednocząc się z przyrodą i po prostu trwając. Niektórzy mówią, że medytacja jest swoistą podróżą w głąb siebie, jednoczeniem się z samym sobą i otaczającym nas światem. Najprościej rzecz ujmując, technika ta polega na wyciszeniu umysłu i uspokojeniu gonitwy myśli. Dzięki temu zyskujemy lepszy kontakt z własnymi odczuciami i przemyśleniami.

Cel medytacji

Jaki jest cel medytacji? Jej zwolennicy twierdzą, że każdy znajdzie w niej to, czego szuka i potrzebuje. Dla jednych będzie to redukcja stresu, dla innych znalezienie wewnętrznej radości, a dla jeszcze innych – rozwiązanie określonego problemu. Wszystkie te cele możemy osiągnąć poprzez wewnętrzny rozwój. Na co dzień otacza nas wiele bodźców: niemal nie potrafimy normalnie funkcjonować bez ciągłego szumu, np. włączonego radia, telewizora i kontaktu ze światem zewnętrznym. Co chwilę sprawdzamy swoje kanały społecznościowe i pocztę elektroniczną, boimy się, że coś nas ominie i pozostajemy w stanie nieustannej czujności. Robimy wiele rzeczy jednocześnie: pracujemy, zerkając jednym okiem na telefon lub tablicę na Facebooku, jemy obiad przed telewizorem, prowadzimy samochód, słuchając radia lub rozmawiając przez telefon. Bezczynność uznajemy za stratę czasu, więc ciągle czymś się zajmujemy – często jest to wiele różnych rzeczy naraz. Nic dziwnego, że w naszych umysłach panuje chaos, a my niejednokrotnie czujemy się przytłoczeni, przemęczeni i nadmiernie obciążeni.

Głównym celem medytacji jest więc przezwyciężenie wszystkich tych tendencji, praktykowanie uważności oraz bycia „tu i teraz”. Myli się ten, kto sądzi, że wymaga ona jakiegoś zaawansowanego stopnia wtajemniczenia lub prowadzi do mistycznych przeżyć czy wręcz halucynacji. Mimo to dla przeciętnej osoby, wiecznie żyjącej w biegu i przyzwyczajonej do ciągłego szumu, praktykowanie medytacji może się okazać dość trudnym zadaniem. Hinduski guru i mistrz duchowy Osho mówi: „Kiedy nie angażujesz się w żadne działania – ciałem, umysłem lub na jakimkolwiek innym poziomie – kiedy nie robisz nic, tylko jesteś, to właśnie jest medytacja”. Pozornie wydaje się to łatwe, zaś w praktyce często wymaga pewnej wprawy. Oczywiście, nie musimy robić tego na siedząco – równie dobrze możemy stać lub leżeć. Jednym pomagają takie gadżety jak mata do jogi, kadzidełka czy specjalna muzyka do medytacji, inni lubią medytować na łonie natury, siedząc na plaży lub trawie. Ważne jest to, byśmy byli w stanie się wyciszyć i przez chwilę nie zajmować się niczym innym niż po prostu „bycie” w określonym miejscu i czasie. Często ograniczają nas różne lęki, destrukcyjne przekonania, narzucana nam wola innych, powszechnie uznawane wartości i powinności, które przyjmujemy bezkrytycznie, nie zastanawiając się nad tym, czy odpowiadają nam samym. Tylko w ciszy i skupieniu jesteśmy w stanie nawiązać kontakt z własnym wnętrzem, dowiedzieć się, jakie są nasze własne potrzeby, emocje i pragnienia.

Korzyści płynące z medytacji

Jakie korzyści daje medytacja? Badania wykazały, że praktyki tego rodzaju wpływają na obniżenie ciśnienia krwi, uspokojenie tętna, pomagają walczyć z bezsennością, stresem, depresją, przewlekłym bólem i migreną, redukują lęk, podwyższają poziom serotoniny w mózgu, poprawiają pamięć, zwiększają samoświadomość oraz poziom energii. Nie warto jednak zasiadać do medytacji, myśląc wyłącznie o wymiernych korzyściach, jakie możemy z niej wynieść. Oczywiście, jest ona w stanie znacząco poprawić jakość naszego życia, jednak dobrze jest mieć na uwadze słowa filozofa Jiddu Krishnamurtiego: „Medytacja nie jest środkiem do celu. Medytacja jest zarówno środkiem, jak i celem.”. Zamiast więc kalkulować, czy medytacja nam się opłaci i traktować ją jak kolejne zadanie do wykonania, po prostu się jej oddajmy i sprawdźmy, co nam przyniesie.

Syndrom dobrej dziewczynki – czym jest i czy dotyczy ciebie?

Syndrom dobrej dziewczynki – czym jest i czy dotyczy ciebie?

Większość kobiet od najmłodszych lat słyszała, że powinny być grzecznymi dziewczynkami, które zawsze przedkładają potrzeby innych nad własne, są zawsze uczynne i uległe. Nietrudno się domyślić, że taka postawa jest bardzo na rękę otoczeniu, jednak zupełnie nie służy samym zainteresowanym. Nic dziwnego, że tak wiele dorosłych pań ma problem z asertywną walką o własne potrzeby, boi się prosić o podwyżkę czy awans lub tkwi w toksycznych, opartych na dominacji związkach.

Tradycyjne wychowanie

Tradycyjne wychowanie od zawsze podkreślało wyraźne rozróżnienie między płciami. Wtłaczanie w stereotypowe role zdecydowanie wykracza poza dobieranie konkretnych rodzajów zabawek oraz ubranek w określonych kolorach. Jeśli spróbujemy przypomnieć sobie komunikaty, które nieustannie słyszeliśmy w dzieciństwie, z pewnością przewiną się wśród nich takie zdania jak: „Chłopaki nie płaczą”, „To normalne, że chłopcy rozrabiają”, „Takie zachowanie nie przystoi damie”, „Chodzenie po drzewach/zabawa samochodzikami/gra w piłkę nożną to nie zabawa dla dziewczynek”, „Grzeczne dziewczynki nie krzyczą i nie tupią”. Nietrudno zauważyć, że stereotypowa rola mężczyzny zakłada sprawczość, asertywność, pewność siebie i dominację, zaś kobiety – uległość, wrażliwość i uprzejmość. Potwierdziły to badania przeprowadzone przez naukowców ze Stanford University, które wykazały, że najbardziej pożądanymi cechami u pań są lojalność, pogodność, łagodność, ciepło oraz współczucie. Zgodnie z tradycyjnym modelem społeczeństwa i rodziny zadaniem kobiet jest dbanie o relacje, pomaganie innym i opieka nad nimi. Oznacza to, że nie powinny koncentrować się na karierze i osiąganiu własnych celów, przejawiać ambicji, asertywności czy zdrowego egoizmu. Łatwo się domyślić, że taki wzorzec raczej nie pomaga im w sięganiu po szczęście i dbaniu o własne potrzeby.

Syndrom grzecznej dziewczynki dotyczy wszystkich tych kobiet, które uwewnętrzniły wymienione wyżej przekazy i nauczyły się przedkładać dobro innych nad własne. „Grzeczna dziewczynka” nigdy nie próbuje forsować własnego zdania i z automatu pozwala, by inni decydowali za nią (na pytanie o to, co chce zjeść na obiad, z pewnością odpowie: „Nie wiem, wszystko mi jedno, ty wybierz”). Gdy ktoś prosi ją o pomoc, na pewno nie odmówi, nawet jeśli będzie się to wiązało z dużą niedogodnością dla niej samej. Ma niskie poczucie własnej wartości, a swoją samoocenę buduje na opiniach innych. Właśnie dlatego za wszelką cenę stara się im przypodobać, a w relacjach zdecydowanie więcej daje, niż bierze. Zawsze zabiera głos na końcu i jest przekonana, że inni wiedzą więcej niż ona. Nie potrafi przyjmować komplementów i deprecjonuje własne osiągnięcia. Ukrywa swoje emocje, „przyklejając” na twarz uprzejmy uśmiech. Stara się nie wychylać, nigdy sama nie poprosi o podwyżkę lub awans. Nie potrafi walczyć o swoje, a jeśli w jej związku źle się dzieje – prędzej to przemilczy niż doprowadzi do konfrontacji.

Jak się zachować?

Co zrobić, jeśli odnajdziemy siebie w powyższym opisie? Przede wszystkim warto uświadomić sobie, do czego prowadzi tego rodzaju zachowanie. Często wydaje nam się, że jeśli my będziemy dobre dla innych, to oni odwdzięczą nam się tym samym. W rzeczywistości często jest zupełnie inaczej: otoczenie przyzwyczaja się do tego, że zawsze może na nas liczyć i zaczyna traktować nasze przysługi jak coś oczywistego. Można powiedzieć, że obie strony takiej relacji wchodzą w określone role: jedna daje opiekę, a druga ją przyjmuje i nie zawsze jest gotowa na rewanż. Dlatego warto podkreślać, że choć chętnie komuś pomożemy, to czasem liczymy również na wzajemność. Jeśli zaś kolejna wyświadczana komuś przysługa naprawdę nie jest nam na rękę, zawsze mamy prawo mu jej odmówić. Ponadto trudno oczekiwać, że nasze potrzeby będą zaspokajane, jeśli nie będziemy skłonne głośno o nich mówić. W związku z tym nie bójmy się prosić o pomoc i uwierzmy, że na nią zasługujemy. To samo tyczy się pracy zawodowej: rzadko zdarza się, by pracodawca sam zaproponował pracownikowi podwyżkę, więc jeśli mamy na nią nadzieję, powinnyśmy powiedzieć mu o tym wprost. Badanie przeprowadzone przez Harvard Business Review wykazało, że tylko 7 procent kobiet posiadających wyższe wykształcenie negocjuje swoją pensję z pracodawcą – dla porównania, w przypadku mężczyzn odsetek ten sięga 57 procent. Ten kontrast dobitnie pokazuje, jak stereotypowo zachowujemy się w codziennym życiu i jakie realne konsekwencje ponosimy z tego powodu.

Zachowanie „grzecznych dziewczynek” często wynika z ich niskiego poczucia własnej wartości. Podświadomie czują, że zasługują na gorsze traktowanie i wydaje im się, że muszą starać się dwa razy bardziej niż inni. Jeśli więc naprawdę chcemy zerwać z tym schematem, musimy popracować nad wiarą w siebie i umiejętnością opiekowania się sobą. Nie da się normalnie funkcjonować, nieustannie poświęcając własne potrzeby na rzecz innych. Jeżeli chcemy, by otoczenie nas szanowało i się z nami liczyło – musimy same się o to zatroszczyć. Nie zaniedbujmy swojego relaksu, pasji czy kariery tylko po to, by zadowolić innych. Pilnujmy swoich interesów i wyznaczajmy granice. Nie bez powodu mówi się, że „grzeczne dziewczynki idą do nieba, a niegrzeczne tam, gdzie chcą”.

Miłość – uszczęśliwia czy uzależnia?

Miłość – uszczęśliwia czy uzależnia?

Często mówi się, że miłość przypomina uzależnienie lub chorobę psychiczną. Zakochani chętnie wyznają sobie uczucia, mówiąc np.: „Nie mogę bez ciebie żyć”, „Kocham cię do szaleństwa”, „Straciłem dla ciebie głowę” czy „Jesteś moim narkotykiem”. Tymczasem zdrowy związek nie powinien przypominać nałogu. Jeśli ma z nim zbyt wiele punktów wspólnych, należy zastanowić się nad tym, czy nasza relacja z partnerem nie jest toksyczna. Jak odróżnić prawdziwe uczucie od uzależnienia od miłości?

Pierwsze zauroczenie

Pierwsze zauroczenie bardzo przypomina stan upojenia. Jesteśmy rozkojarzeni i ciągle bujamy w obłokach. Doświadczamy prawdziwej huśtawki nastrojów: w jednej chwili przepełnia nas euforia, a w drugiej czujemy palącą zazdrość lub lęk. Nawet nasze ciało reaguje przyspieszonym biciem serca, nadmiernym poceniem oraz słynnymi „motylami w brzuchu”. Chcemy spędzać cały czas z ukochaną osobą i nigdy nie mamy jej dosyć. Wszystkie te objawy są zupełnie normalne i wynikają ze zmienionej biochemii w naszym mózgu. Stan zakochania wpływa na wydzielane przez nas hormony, powodując, że czujemy się i zachowujemy nieco inaczej niż zwykle. Taki stan jednak nie trwa wiecznie – po pewnym czasie nasza miłość wkracza w bardziej zaawansowany etap, a namiętność częściowo zastępowana jest przez przyjaźń, intymność i zaufanie.

Zdarza się jednak, że ukochana osoba mimo upływu czasu wciąż pozostaje dla nasz „narkotykiem”, jednak zamiast wprawiać w euforię, wywołuje symptomy podobne do uzależnienia. Nie chcemy spuszczać partnera z oka, obsesyjnie bojąc się, że nas zdradzi lub zostawi. Nie interesuje nas nic innego i zaniedbujemy rzeczy, które dotychczas były dla nas ważne: pasje i zainteresowania, rodzinę, przyjaciół, a nawet pracę. Związek nie dodaje nam skrzydeł, zaś sprawia, że tracimy siebie. Jesteśmy skłonni cały czas dostosowywać się do wyobrażeń ukochanej lub ukochanego, zaniedbując własne pragnienia i potrzeby. Przez cały czas zadajemy sobie pytanie, czy jesteśmy dla niego dość dobrzy i czy na pewno spełniamy jego oczekiwania. Jesteśmy w stanie wszystko mu wybaczyć i trwamy w relacji nawet wtedy, gdy nie jest dla nas satysfakcjonująca.

Nie trzeba dysponować rozległą wiedzą z zakresu psychologii, by domyślić się, że taki obraz daleki jest od wzorca dobrej romantycznej relacji. Niektórzy, zwłaszcza bardzo młodzi ludzie myślą, że o prawdziwości uczucia świadczy jego siła. Tymczasem taki emocjonalny rollercoaster może być naprawdę wyczerpujący i niekoniecznie przyczynia się do poprawy jakości naszego życia. Udany związek powinien dawać poczucie bezpieczeństwa i wewnętrzny spokój. Jednak jest to możliwe tylko wtedy, gdy tworzymy go z odpowiednią osobą, która rozumie nas, wspiera i akceptuje. Czasami lepiej jest być samemu, niż trwać w relacji z kimś, kto zwyczajnie do nas nie pasuje. Tymczasem istnieje spora grupa ludzi, którzy nie wyobrażają sobie życia w pojedynkę. Można o nich powiedzieć, że są uzależnieni od miłości i przez to kochają „za bardzo”. Panicznie boją się odrzucenia, więc robią wszystko, by zadowolić partnera, nawet kosztem samych siebie. Związek staje się dla nich jedynym sensem życia i są w stanie poświęcić dla niego wszystko.

Uzależnienie od miłości

Osoby uzależnione od miłości zwykle mają bardzo zaburzone wzorce dotyczące romantycznych relacji. Wydaje im się, że wymagają one nieustannych poświęceń i należy je utrzymywać za wszelką cenę. Taki zaburzony obraz rzeczywistości często ma swoje źródło we wzorcach kulturowych. Od dziecka słyszymy, że jesteśmy „połówkami”, które muszą się odnaleźć, by stworzyć „całość”. W wielu baśniach, romantycznych filmach i powieściach znalezienie i utrzymanie miłości przedstawiane jest jako najważniejszy życiowy cel oraz jedyny sposób na szczęście. W rzeczywistości jednak nawet najbardziej kochający partner nie może spełnić wszystkich naszych potrzeb i zagłuszyć naszej wewnętrznej pustki. Nie da się stworzyć dobrego związku, jeśli najpierw nie pokochamy samych siebie i nie nauczymy się radzić sobie z własnymi problemami.

Uzależnienie od miłości często dotyka osoby, które wychowywały się w dysfunkcyjnych rodzinach i już od najmłodszych lat stykały się z nieprawidłowymi wzorcami bliskich relacji. Ich rodzice czy opiekunowie na ogół byli osobami chłodnymi, niedostępnymi i niezdolnymi do ofiarowania bezwarunkowej miłości. Takie dzieci w dorosłym życiu desperacko pragną, by ktoś ofiarował im to, czego nie doświadczyły w najmłodszych latach, a o czym zawsze marzyły. Niestety, często zakochują się w osobach podobnych do swoich ojców lub matek, czyli zimnych, niedostępnych emocjonalnie, zmagających się z nałogiem, a nawet stosujących przemoc. Mimo to wolą być nieszczęśliwe niż samotne. Kiedy relacja dobiega końca, czują się jak na głodzie narkotykowym i zamiast wyciągnąć wnioski z tych doświadczeń, natychmiast wchodzą w kolejny związek.

Prawdziwa miłość powinna nas uskrzydlać i uszczęśliwiać. Jeśli więc czujemy, że nasz partner źle nas traktuje i niszczy, zamiast wspierać nasz rozwój, a my wciąż boimy się życia bez niego – z pewnością nie jest to zdrowe uczucie, a groźne uzależnienie. W takiej sytuacji należy przyznać przed sobą, że mamy problem i poszukać profesjonalnej pomocy, zupełnie jak osoba dotknięta jakimkolwiek innym nałogiem. Jeśli chcemy w przyszłości zbudować dobry, zdrowy związek, musimy najpierw poprawić własne relacje z samym sobą. Dopiero, kiedy naprawdę pokochamy i zaakceptujemy siebie, będziemy w stanie dać to również komuś innemu.