Maski depresji

Maski depresji

Większość z nas ma w głowie utrwalony obraz osoby z depresją. W tym wizerunku dominuje smutek, przygnębienie, lęk, niskie poczucie własnej wartości oraz brak motywacji do działania. I rzeczywiście, depresja na ogół objawia się właśnie w taki sposób. Jednak zdarza się również, że depresję bardzo trudno zauważyć i zdiagnozować, ponieważ „chowa się” za zupełnie niespecyficznymi symptomami. Z tego powodu nawet specjaliści często mylą ją z innymi chorobami i zaburzeniami. Czym jest depresja maskowana i jak ją rozpoznać?

Coraz więcej osób choruje na depresję. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) obecnie choruje na nią ok. 10% populacji, zaś 17% zapadnie na nią w ciągu całego swojego życia. Oczywiście, te dane są zaniżone: wiele osób nigdy nie zostanie zdiagnozowanych, choćby dlatego, że w niektórych kręgach udanie się do specjalisty od zdrowia psychicznego wciąż wiąże się ze wstydem i stygmatyzacją. Niestety, choć mamy coraz większą świadomość na temat zaburzeń psychicznych i zdrowego stylu życia, nasz codzienny tryb funkcjonowania tylko nasila ten problem. Żyjemy szybko, w ciągłym biegu, jesteśmy zestresowani i brakuje nam czasu dla siebie. To wszystko sprawia, że coraz więcej osób zmaga się z depresją – również jej nietypowymi odmianami.

Jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów na temat depresji to założenie, że choroba ta zawsze przebiega podobnie. Tymczasem wielu pacjentów prezentuje nieco inny jej obraz, np. depresję sezonową (czyli epizody depresyjne powtarzające się o stałej porze roku – zwykle jesienno-zimowej), krótkotrwałe nawracające zaburzenia depresyjne lub depresję z nasilonymi objawami wegetatywnymi. Do niestandardowych rodzajów depresji zaliczamy również depresję maskowaną, którą często określa się mianem „depresji bez depresji”. Nazwa ta nie jest przypadkowa – zdiagnozowanie tego rodzaju zaburzenia jest bardzo trudne, ponieważ objawia się ono zupełnie nietypowo. Może to być szczególnie trudne dla otoczenia, które uwewnętrzniło określony obraz choroby, zupełnie nie pokrywający się z tym, co mogą zaobserwować u bliskiej osoby. Chory na ogół nie jest przygnębiony, nie przejawia nadmiernego pesymizmu, apatii czy braku motywacji. Depresja w jego przypadku może być łatwo pomylona z innymi chorobami – zarówno natury cielesnej, jak i psychicznej. Te niespecyficzne objawy, tak mylące dla diagnostów i bliskich pacjenta, nazywamy „maskami”, za którymi ukrywa się depresja.

Jak odzyskać wolny czas?

Jak odzyskać wolny czas?

Chyba jeszcze nigdy nikt na łożu śmierci nie powiedział, że żałuje, iż nie poświęcił więcej czasu na pracę. A mimo to większość z nas codziennie stawia obowiązki na pierwszym miejscu, często zupełnie pomijając własne pragnienia i potrzeby. Żyjemy w biegu, dzieląc swój cenny czas między karierę zawodową, obowiązki domowe i relacje z bliskimi, przez co zapominamy o samych sobie. To błąd! Każdy z nas potrzebuje choć chwili wytchnienia, możliwości realizowania własnych pasji oraz pozwolenia sobie na odrobinę przyjemności. Ale jak znaleźć na to czas w wypełnionym po brzegi harmonogramie dnia?

Trzeba przyznać, że kilka ostatnich dekad zupełnie zmieniło codzienny tryb życia przeciętnego człowieka. Kiedyś życie prywatne i zawodowe były dwiema odrębnymi sferami, które nie mieszały się ze sobą. Po powrocie z firmy każdy miał czas dla siebie i swoich bliskich. Obecnie każdy z nas ma telefon komórkowy i laptopa ze stałym łączem internetowym, przez co wiele obowiązków zawodowych realizujemy także po godzinach, a szef może się z nami skontaktować w każdej chwili. Ponadto zmianie uległ typowy podział obowiązków w rodzinie. Kobiety zaczęły realizować się na polu zawodowym, a mężczyźni nie tylko zarabiają na utrzymanie domu, ale również zajmują się dziećmi, gotują czy sprzątają. Oczywiście, z tych zmian wyniknęło wiele pozytywów i raczej nikt z nas nie miałby ochoty zamienić się miejscami ze starszym pokoleniem. A jednak te wszystkie kwestie doprowadziły do tego, że zwyczajnie brakuje nam czasu dla siebie. Rano wstajemy i biegniemy do miejsca pracy, często zostajemy po godzinach, a resztę dnia musimy jakoś podzielić między treningi na siłowni, zakupy, gotowanie, zajmowanie się dziećmi i inne zobowiązania. Tak napięty plan dnia rzadko pozwala na znalezienie czasu dla siebie, spokojne czytanie książki, oglądanie filmu, kąpiel w wannie czy realizowanie swoich pasji. Choć jeszcze niedawno przeżywaliśmy fascynację duńską filozofią „hygge”, wciąż najbardziej cenimy sobie produktywność i ciężką pracę. Czas spędzony na kanapie uważamy za jego marnotrawstwo – jak tu leżeć, kiedy mamy jeszcze tyle do zrobienia?

Niestety, taki tryb życia odbija się na nas bardzo negatywnie. Na początku wszystko wygląda dobrze: wytrwale pracujemy, osiągamy sukcesy i wywiązujemy się ze wszystkich zobowiązań. Otoczenie postrzega nas jako wydajnych pracowników, świetnych rodziców, doskonałych gospodarzy i przyjaciół. Niestety, po pewnym czasie taki tryb funkcjonowania odbija się na naszym samopoczuciu: stajemy się przemęczeni, brakuje nam motywacji i radości życia. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że coś jest nie tak, dopóki nie doświadczymy dolegliwości fizycznych, takich jak bezsenność, bóle głowy lub brzucha, problemy żołądkowe itp. Wszystkie te objawy mogą wskazywać na to, że nasz tryb życia jest zbyt obciążający i nadszedł czas, by zwolnić. Ale jak to zrobić?

Poproś o pomoc bliskich

Wielu z nas (dotyczy to zwłaszcza kobiet) bierze na siebie więcej obowiązków, niż jest w stanie udźwignąć. Praca zawodowa, fitness, codzienne gotowanie obiadów dla całej rodziny, zakupy, mieszkanie zawsze wyszorowane na błysk, idealny wygląd i udzielanie się w szkołach dzieci… Nie da się znaleźć czasu dla siebie, próbując sprostać tym wszystkim wyzwaniom! Dobra wiadomość jest jednak taka, że nie wszystkim musimy się zajmować sami. Jeśli widzimy, że mamy na głowie zbyt wiele, zastanówmy się, które obowiązki możemy odstąpić komuś innemu. Może niech dziecko odkurzy, współmałżonek zrobi zakupy, a na obiad będzie pizza z dostawą do domu? Kiedy czujemy, że zwariujemy, jeśli tego wieczoru nie spędzimy w wannie, z dobrą książką i kieliszkiem wina, powiedzmy o tym rodzinie. Niech idą razem do kina lub na spacer i pozwolą nam na tę cenną chwilę samotności.

Pomyśl, na co tracisz najwięcej czasu?

Czasami zapominamy, że wiele „obowiązków” to rzeczy, które sami sobie narzuciliśmy. Nie musimy przecież gotować bardzo wymyślnych obiadów – czasem wystarczy makaron z prostym sosem pomidorowym. Warto również przygotowywać większe porcje posiłków, które starczą na kilka dni. Nie musimy prasować ubrań całej rodziny lub pomagać w przygotowywaniu szkolnych jasełek, jeśli zwyczajnie nie mamy na to czasu. Mierzmy siły na zamiary! Ponadto nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużo czasu marnujemy na zupełnie zbędne czynności, takie jak przeglądanie tablicy na Facebooku, sprawdzanie maila co kilka minut lub skakanie po kanałach telewizyjnych. Warto zastanowić się, co jest naszym „pożeraczem czasu” i ograniczyć go lub wyeliminować. A kiedy trafi nam się chwila, którą wykorzystalibyśmy na tego typu czynności, zróbmy sobie pyszną kawę, pomalujmy paznokcie lub przeczytajmy kilka stron książki. Dobrym pomysłem jest także wykorzystanie czasu, który zajmują nam mechaniczne czynności, takie jak wieszanie prania lub stanie w korku. To świetny moment, by włączyć sobie relaksującą muzykę, podcast lub audiobooka, którego nigdy nie mamy czasu przesłuchać.

Wpisuj chwile dla siebie w harmonogram dnia

Wiemy już, że odpoczynek jest bardzo ważny i po prostu trzeba znaleźć na niego czas. Dla bardzo obowiązkowej i zorganizowanej osoby rozwiązaniem może okazać się wpisanie tych chwil do planu dnia. A kiedy nadejdzie ustalona pora, warto wyłączyć telefon i komputer i zająć się tylko sobą. Świat się nie zawali, jeśli przez godzinę będziemy poza zasięgiem!

Samotni, choć w związku

Samotni, choć w związku

Wielu z nas postrzega zawarcie związku jako definitywne pożegnanie się z samotnością. Okazuje się jednak, że sprawa nie jest aż tak prosta. O tym, jak się czujemy, decyduje przede wszystkim nasza relacja z samym sobą – związki z innymi są jedynie jej dopełnieniem. Niestety, wiele osób ma poczucie osamotnienia, mimo tego że mają partnerów. Skąd bierze się samotność w związku i jak jej zapobiec?

Choć brzmi to jak paradoks, samotność w związku z pewnością nie jest czymś wyjątkowym i niespotykanym. Mnóstwo osób, które pozostają w małżeństwie lub relacji nieformalnej, zmaga się z poczuciem niezrozumienia i osamotnienia.

Czym właściwie jest samotność? Czy bycie w związku, posiadanie rodziny lub grona znajomych automatycznie wyklucza jej doświadczanie? Okazuje się, że wcale nie. Samotność jest bowiem zjawiskiem subiektywnym i wiąże się z wrażeniem odizolowania od innych, nieposiadania w swoim otoczeniu kogoś, komu można byłoby powierzyć swoje emocje czy myśli i liczyć na zrozumienie. To nie przypadek, że samotność najczęściej deklarują osoby otoczone przez innych ludzi, np. mieszkające w dużych miastach, w których codziennie mija się bardzo wiele osób, jednak rzadko się z którąś szczerze i otwarcie rozmawia. Czasami wydaje się nam, że samotność jest czymś zupełnie niezależnym od nas i nawet nie próbujemy z nią walczyć. To błąd: osoby samotne żyją krócej i odczuwają znacznie mniejszą satysfakcję ze swojego życia. Samotność wiąże się z cierpieniem emocjonalnym, zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń lękowych, depresji, upośledza pracę układu odpornościowego oraz zwiększa prawdopodobieństwo zapadnięcia na choroby krążenia.

Większość z nas intuicyjnie zdaje sobie sprawę z tego, że samotność nie jest dla nas dobra. Kiedy więc zaczynamy ją odczuwać, robimy wszystko, by pozbyć się tego nieprzyjemnego wrażenia. Zwykle jednak tylko ją tuszujemy. Dlaczego tak się dzieje? Błędnie zakładamy, iż receptą na osamotnienie jest otaczanie się dużą liczbą ludzi. Niestety, większość tego typu relacji jest płytka. Często okazuje się, że mamy znajomych, z którymi możemy pójść na obiad lub imprezę, jednak kiedy mamy jakiś problem, nie mamy się do kogo zwrócić. Nie ma w naszym życiu osób, z którymi jesteśmy całkowicie szczerzy, przy których nie boimy się być słabi i bezbronni.

Psychologowie często powtarzają, że nie możemy wymagać od innych, by zapełniali braki w naszym życiu. Nawet najlepszy partner nie może sprawić, byśmy poczuli się wartościowi i pożegnali samotność. Właśnie dlatego nie warto wchodzić w związki, dopóki nie nawiążemy zdrowej relacji ze sobą i nie nauczymy się być sami. Dopiero kiedy dobrze poznamy siebie, zadbamy o własne potrzeby i postawimy siebie na pierwszym miejscu, będziemy gotowi na to, by dać szczęście komuś innemu. Dobry związek to nie spotkanie „dwóch połówek”, a relacja dwóch pełnowartościowych osób, które nie potrzebują nikogo innego do szczęścia i spełnienia. Chłopak, dziewczyna, mąż czy żona nie przepędzą naszej samotności, jeśli nie będziemy gotowi się przed nimi otworzyć. A do tego musimy mieć zdrową samoocenę, a także przekonanie, że jesteśmy wyjątkowi i mamy wiele do zaoferowania.

Samotność w związku to w rzeczywistości brak intymności. Zgodnie z teorią profesora Bogdana Wojciszke miłość tworzą trzy części składowe: namiętność, intymność i zaangażowanie. Współczesne związki często opierają się na tym pierwszym. Cenimy sobie atrakcyjność fizyczną i dobry seks, jednak samo współżycie nie oznacza, że jesteśmy ze sobą blisko. Nie wystarcza również zaangażowanie, czyli gotowość do związania się z drugą osobą i podjęcia kroków zmierzających w kierunku stworzenia wspólnej przyszłości, np. zamieszkania razem, zawarcia małżeństwa czy sprowadzenia na świat dzieci.

Do szczęścia w relacji wymagany jest jednak trzeci składnik miłości, czyli intymność. Wbrew potocznemu rozumieniu tego słowa, nie chodzi tu o bliskość fizyczną i wspólne życie seksualne. Chyba każdy zgodzi się z tym, że można uprawiać udany seks z osobą, z którą nie jesteśmy blisko i na której kompletnie nam nie zależy. Intymność to coś więcej: wspólne przeżywanie pozytywnych emocji, szacunek, zrozumienie, dzielenie sekretów, wsparcie uczuciowe, wymiana prywatnych informacji na swój temat oraz dzielenie się różnego rodzaju dobrami, zarówno tymi materialnymi, jak i duchowymi. Intymność w relacji oznacza, że możemy o wszystkim ze sobą porozmawiać i zawsze czujemy się rozumiani, kochani i akceptowani. Ważne jest również zaufanie, dzięki któremu nie boimy się, że partner nas skrzywdzi.

Dlaczego w niektórych związkach brakuje intymności? W niektórych nigdy jej nie było: partnerzy na początku koncentrowali się na sferze atrakcyjności i seksualności, a z czasem na fali wzajemnej fascynacji i zakochania postanowili poczynić wobec siebie różnego rodzaju zobowiązania. Nieumiejętność stworzenia szczerej, bliskiej relacji może wynikać ze wzorców wyniesionych z domu rodzinnego (np. rodzice również byli chłodni i nie rozmawiali z dzieckiem) lub niskiego poczucia własnej wartości, które nie pozwala na otworzenie się przed drugim człowiekiem i dopuszczenia go do swojej wrażliwej, słabej strony. Z kolei inne pary tracą intymność w codziennym pędzie. Po wspólnie spędzonych latach uznają swoją relację za coś oczywistego i danego raz na zawsze i przestają ją pielęgnować. Poświęcają się karierze lub dzieciom, a związek schodzi na dalszy plan. Czasami zdarza się, że każdy z małżonków prowadzi inny tryb życia: jedno wstaje i kładzie się wcześnie, drugie późno, jedno każdą chwilę poświęca na uprawianie sportu, a drugie woli wypoczynek na kanapie. Zaczynają się mijać i komunikować jedynie w sprawach „organizacyjnych”: co kupić na obiad, kto odbierze dzieci ze szkoły itp. Tymczasem jedynymi sposobami na stworzenie szczęśliwej relacji, w której nie ma miejsca na samotność, są szczerość, otwartość i dobra komunikacja.

5 najlepszych książek o uzależnieniach

5 najlepszych książek o uzależnieniach

Alkoholizm i narkomania to tematy bardzo często podejmowane zarówno w filmach oraz serialach, jak i literaturze. Życie osób eksperymentujących z używkami wydaje nam się szalenie interesujące, a nawet pociągające. Książki i inne dzieła kultury pozwalają nam poznać przeżycia i doświadczenia nałogowców bez ryzykowania własnym zdrowiem i życiem. Dobra książka poruszająca tę tematykę z jednej strony sugestywnie opisuje skutki zażywania substancji psychoaktywnych, a z drugiej nie pozostawia wątpliwości co do tego, jak niebezpieczne jest sięganie po tego typu środki. Jaki książki o uzależnieniach warto przeczytać?

Temat alkoholizmu czy narkomanii dla wielu z nas wydaje się być bardzo odległy czy wręcz egzotyczny. Zapoznajemy się z historiami osób uzależnionych z wypiekami na twarzy, podobnymi do reakcji na thrillery czy kryminały. Tymczasem osoby cierpiące z powodu nałogów żyją pośród nas – prawdopodobnie każdy z nas zna kogoś, kto się z nimi zmaga lub je pokonał. Czytanie książek to nie tylko sposób na oderwanie się od rzeczywistości, ćwiczenie umiejętności językowych i pobudzenie wyobraźni. To również unikalna możliwość spojrzenia na świat cudzymi oczyma i wyobrażenia sobie, jak wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy mieszkali w innym miejscu, urodzili się w innej rodzinie lub podjęli odmienne życiowe decyzje. Książki otwierają nas na inność, uczą empatii i pozwalają doświadczyć różnych przeżyć bez konieczności wychodzenia z domu. Jeśli kusi nas spróbowanie narkotyków lub mamy wśród swoich bliskich alkoholika, którego zupełnie nie potrafimy zrozumieć – warto sięgnąć po powieść, która przybliży nas do doświadczeń takich osób i pokaże ich punkt widzenia, a z drugiej strony będzie dla nas przestrogą i uświadomi nam, czym może skończyć się eksperymentowanie z własnym zdrowiem. Dobrym pomysłem jest również zapoznanie się z choć kilkoma książkami popularnonaukowymi na ten temat. To właśnie tego rodzaju dzieła najlepiej przybliżą nas do tego zagadnienia i wyposażą w cenną wiedzę, którą będziemy mogli wykorzystać w przypadku wystąpienia nałogu w naszym otoczeniu.

Requiem dla snu – Selby Hubert Jr

Chyba wszyscy znają ekranizację tej powieści, wyreżyserowaną przez Darrena Aronofsky’ego i uświetnioną znakomitą muzyką Clinta Mansella. „Requiem dla snu” opowiada o trójce młodych ludzi żyjących marzeniami. Każde z nich chciałoby zmienić swoje życie, jednak nie za bardzo wiedzą, jak to zrobić. Wszyscy spędzają swoje dnie, zażywając narkotyki i snując fantazje o lepszym jutrze. Wreszcie wpadają na pomysł, by kupić większą ilość heroiny, niż mają w planach zużyć, a resztę sprzedać, zdobywając w ten sposób pieniądze na realizację swoich zamierzeń. Jednak Harry, Marion i Tyrone coraz głębiej wpadają w sidła nałogu, przez co nie tylko oddalają się od założonych przez siebie celów, ale również wpadają w coraz większe kłopoty. Ich zachowanie jest bardzo typowe dla osób uzależnionych: świat zewnętrzny staje się dla nich coraz mniej atrakcyjny, najlepiej czują się, będąc pod wpływem narkotyków i są w stanie zrobić wszystko, by je zdobyć. To, co na początku miało być zabawą, przejmuje kontrolę nad ich organizmami, pozostawiając nieodwracalny ślad na ciele i psychice. Jednocześnie matka Harry’ego, Sara, spędza całe dnie, oglądając telewizję. Pewnego dnia otrzymuje wiadomość, że została wybrana jako uczestniczka ulubionego teleturnieju. Od tego momentu jej życiem zaczyna rządzić kolejna obsesja: chęć schudnięcia, by jak najlepiej zaprezentować się w programie. Kupuje tabletki odchudzające, co skutkuje silnym uzależnieniem i prowadzi ją na dno. Książka jest doceniania nie tylko za porywającą warstwę fabularną, ale również interesujące zabiegi stylistyczne. Sposób pisania jest bardzo chaotyczny, co pomaga odwzorować sposób myślenia osoby pozostające w szponach nałogu. Taki styl z pewnością pomaga wczuć się w sytuację bohaterów i zrozumieć ich motywacje, prowadzące do coraz bardziej destrukcyjnych działań.

My, dzieci z dworca ZOO – Christiane Vera Felscherinow, Kai Hermann, Horst Rieck

Kolejna bardzo popularna książka z równie głośną ekranizacją. Dokument jest zapisem rozmów z pochodzącą z Berlina Zachodniego Christiane F., a także jej matką, kierownikiem klubu dla młodzieży Haus der Mitte, policjantki oraz pracowników socjalnych. Początek tej historii jest bardzo prosty: młoda Niemka, Christine, doświadcza trudności w odnalezieniu się w nowym mieście. Tęskni za życiem na wsi, nie potrafi dogadać się z rówieśnikami, czuje się nierozumiana i nieakceptowana. W dodatku źle znosi rozstanie rodziców i nie potrafi porozumieć się z matką. To wszystko sprawia, że staje się bardzo słaba i łatwo nią manipulować. Wpada w złe towarzystwo i za jego namową w bardzo młodym wieku próbuje narkotyków. Środki odurzające stają się dla niej sposobem na ucieczkę od rzeczywistości, sprawiają, że czuje się szczęśliwa i beztroska. Nałóg odbiera jej umiejętność realistycznej oceny rzeczywistości i przejmuje kontrolę nad jej życiem. Książka we wstrząsający sposób pokazuje, do czego są zdolne osoby uzależnione, które pragną zdobyć kolejną dawkę substancji odurzającej. Konflikt między Christine i jej matką staje się coraz bardziej zajadły, aż wreszcie dziewczyna ląduje na bruku. Od tej pory sypia na dworcu, prostytuuje się i kradnie, by zdobyć pieniądze na narkotyki. Pomimo upływu lat (książka została wydana w 1978 roku) „My, dzieci z dworca ZOO” cieszą się niesłabnącą popularnością i stanowią przestrogę dla kolejnych pokoleń młodych ludzi, którzy po jej lekturze raczej nie mają ochoty sięgać po narkotyki.

Najgorszy człowiek na świecie – Małgorzata Halber

Autorka powieści przyznała, że sama doświadczyła problemów z nadmiernym spożywaniem alkoholu, jednak zamiast opisywać własne doświadczenia z nałogiem, „schowała się” za fikcyjną bohaterką. Krystyna ma trzydzieści lat i z pozoru prowadzi niezwykle udane życie: ma dobrą pracę, grono popularnych znajomych, jest inteligentna i wydaje się szczęśliwa. Jednak bohaterka nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami, a także zbliżyć się do innych – jej relacje z otoczeniem są powierzchowne, a ona sama nie do końca siebie akceptuje. Wszystkie negatywne odczucia, lęki i brak pewności siebie topi więc w alkoholu. Książka stanowi studium nie tylko samej choroby, ale również pracy terapeutycznej zmierzającej do jej zaleczenia (bo przecież z uzależnienia nie da się wyjść do końca, z czego świetnie zdaje sobie sprawę sama autorka). Zaletą powieści jest również fakt, iż rozprawia się ona ze stereotypem „brudnego, śmierdzącego pijaka” i udowadnia, że w szpony nałogu może wpaść każdy – również osoba młoda, atrakcyjna, majętna i odnosząca sukcesy. Towarzyskie picie na imprezach, które jest zachowaniem akceptowalnym społecznie (a nawet pożądanym przez wiele środowisk), także może doprowadzić do destrukcji.

Odlot na samo dno – Jana Grey

Główną bohaterką książki jest Marie – młoda dziewczyna, która teoretycznie ma wszystko, o czym tylko mogłaby marzyć. Od rodziców i przyjaciół otrzymuje bardzo dużo akceptacji i wsparcia, a mimo to czuje się bezwartościowa i nieciekawa. Wszystko zmienia się, kiedy poznaje nowych przyjaciół i idzie z nimi na imprezę, na której zostaje poczęstowana tajemniczą tabletką. Nagle cały świat staje się miejscem znacznie bardziej przyjaznym i bezpiecznym. Od tej pory Marie bierze narkotyki za każdym razem, kiedy czuje się niechciana i niekochana. Środki psychoaktywne pozwalają jej się zrelaksować, dodają jej pewności siebie i zapewniają dobrą zabawę. Marie coraz głębiej wpada w nałóg, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Otrzeźwienie przychodzi dopiero wtedy, gdy nastolatka doświadcza poważnych problemów ze zdrowiem. Książka opisuje nie tylko jej zaburzone postrzeganie rzeczywistości pod wpływem narkotyków, ale również ogromne trudności, jakich doświadcza, starając się wyjść z uzależnienia. Jest to również jedna z niewielu publikacji dla młodzieży, która nie przedstawia narkomanii jako elementu skrajnej patologii (jak ma to miejsce choćby w słynnych „Dzieciach z dworca ZOO”), ale jako coś, co może się przydarzyć nawet młodzieży z dobrych domów, która do tej pory nie sprawiała żadnych problemów. Narkotyki, które początkowo stanowią atrybut imprez i dobrej zabawy, z czasem narażają osoby ich używające na skrajne niebezpieczeństwo. Ponadto historia ta dobitnie pokazuje, że narkomania nie jest problemem jednostki – cierpią przez nią również rodzina i bliscy chorego.

Alkoholik. Autobiograficzna opowieść o życiu, piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu – Meszuge

Jak przyznaje sam autor, jego książka to przede wszystkim opowieść o wielkiej miłości do… alkoholu. Co ciekawe, jego nałóg rozpoczął się od czegoś, co większość z nas robi i co uchodzi za całkowicie zdrowe i normalne zachowanie, czyli od picia towarzyskiego. Do momentu, w którym bohater podjął pracę zawodową, po alkohol sięgał sporadycznie. Dopiero liczne spotkania przy kieliszku sprawiły, że stracił kontrolę nad tym, ile pije. Książka pokazuje, jak łatwo jest ukryć uzależnienie, kiedy jest się osobą pracującą, schludną i osiągającą sukcesy. Takim chorym stosunkowo łatwo jest przez długi czas zachowywać pozory normalności i nie wzbudzać niczyich podejrzeń. Niestety, takie historie nigdy nie kończą się dobrze. Alkoholizm bohatera doprowadza go do utraty pieniędzy, pracy, partnerki, rodziny, zdrowia, a także kontaktu z samym sobą. Na szczęście udało mu się podnieść: zgłosił się na terapię i przestał pić, a obecnie popularyzuje wiedzę o uzależnieniach, pisząc książki oparte na własnym doświadczeniu. Trzeba przyznać, że ta pozycja również może być traktowana jako lektura edukacyjna oraz motywująca. Autor skupia się nie tylko na swoich traumach, ale również na tym, jak udało mu się pokonać chorobę i zacząć normalne życie. Książka znakomicie nadaje się dla nałogowców, którzy potrzebują impulsu do trzeźwienia, a także ich bliskich, którzy chcieliby ich zrozumieć i jakoś im pomóc. W przeciwieństwie do wielu dzieł o podobnej tematyce książka niesie za sobą pozytywne przesłanie i daje nadzieję na lepsze jutro.

Pijesz? Uratuje cię miłość bliskich, rodziny, ukochanej…

Pijesz? Uratuje cię miłość bliskich, rodziny, ukochanej…

Często mówi się, że miłość przypomina uzależnienie: zakochany człowiek „traci głowę”, a jego myśli krążą wyłącznie wokół obiektu uczuć, często ma problemy z koncentracją, zaniedbuje inne dziedziny życia, traci zainteresowanie dotychczasowymi pasjami, a nawet odczuwa euforię podobną do stanu odurzenia substancjami psychoaktywnymi. Jednocześnie alkoholik nie jest zdolny do stworzenia zdrowego, dojrzałego związku, ponieważ picie stoi dla niego na pierwszym miejscu. Jak nietrudno się więc domyślić, w życiu każdego z nas jest miejsce tylko na jedną namiętność. Jeśli chcesz być dobrym partnerem, po prostu musisz zwalczyć swój nałóg. Czy miłość ci w tym pomoże?

Kiedy wsłuchamy się w wypowiedzi alkoholika, możemy zauważyć, że nałóg zajął w jego życiu miejsce zwykle zarezerwowane dla bliskich osób. O alkoholu wypowiada się z czułością, używając zdrobnień i nacechowanych emocjonalnie określeń. Twierdzi, że „tylko wódka go rozumie, nie zdradzi i jest jego najlepszym przyjacielem”. Sam akt spożywania tej substancji powoduje reakcję zbliżoną do tej, którą odczuwają osoby zakochane: intoksykacja powoduje euforię, błogość, dodaje pewności siebie, daje poczucie bezpieczeństwa i uderza do głowy niczym hormony podczas wielkiego zauroczenia. Osoba uzależniona traktuje alkohol jako substytut wsparcia społecznego. Nietrudno zauważyć, że picie następuje w podobnych sytuacjach do tych, w których inni zwracają się do najbliższych: głównie wtedy, gdy pojawiają się negatywne emocje, takie jak złość, smutek, rozczarowanie, poczucie winy czy rozpacz. Można je zniwelować na wiele sposobów, a niektórzy wybierają do tego celu picie. Niestety, takie podejście na ogół okazuje się pułapką, prowadzącą do kolejnych nieszczęść.

Uzależnienie od alkoholu to choroba, która stopniowo przejmuje kontrolę nad całym życiem cierpiącej na nie osoby. Substancja psychoaktywna zmienia pracę mózgu, przez co zarówno percepcja, jak i odczuwanie pacjenta zostają zaburzone. Jego emocjonalność staje się wypaczona: alkoholik ma znacznie obniżoną tolerancję na cierpienie i negatywne uczucia. Nie jest w stanie ich racjonalnie przepracować. Za każdym razem, kiedy czuje się źle, pojawia się u niego przemożna, trudna do opanowania potrzeba zagłuszenia tego stanu. Niestety, nie posiada żadnych konstruktywnych strategii, które mogłyby mu to umożliwić. Jedynym znanym mu sposobem, który uznaje za skuteczny, jest picie. Spożywanie alkoholu jest więc jego automatyczną reakcją na wszelkie napotykane trudności.

Pijesz? Uratuje cię miłość bliskich, rodziny, ukochanej…

Jak nietrudno się domyślić, taki sposób reagowania nie pozostaje bez wpływu na pozostałe dziedziny życia. Początkowo większość alkoholików jest w stanie pracować i wypełniać swoje obowiązki. Jednak z czasem alkohol przejmuje kontrolę nad ich zachowaniem do tego stopnia, że trudno im myśleć o czymś innym. Stopniowo tracą motywację do innych działań. Nie są zainteresowani karierą, zdrowiem, przyjaźniami czy rodziną. Przez to, że nieustannie piją, nie wywiązują się ze zobowiązań, zaniedbują pasje i znajomości oraz nie potrafią zapewnić wsparcia bliskim, którzy nierzadko rozwijają zespół objawów zwanych współuzależnieniem. W dodatku mechanizmy uzależnienia sprawiają, że alkoholik nie widzi rzeczywistości w sposób obiektywny. Nawet w zaawansowanym stadium choroby zaprzecza jej istnieniu, twierdzi, że ma pełną kontrolę nad swoim piciem, obwinia inne osoby o doświadczane problemy oraz nie umie ocenić ich skali. To wszystko sprawia, że między nim a jego bliskimi powstaje coraz trudniejszy do zburzenia mur.

Choć miłość jest naszą naturalną, wrodzoną potrzebą, nie rodzimy się z pełnym zestawem umiejętności potrzebnych do stworzenia zdrowej relacji. Dopiero uczymy się tego od rodziców i opiekunów. Niestety, nie każdy z nas wyniósł z dzieciństwa pozytywne, budujące doświadczenia. Część zaznała agresji, chłodu, a nawet przemocy. Nic dziwnego, że niektórzy doświadczają problemów w dorosłym życiu. Dla tych, którzy nie nauczyli się dobrej miłości i zaufania, alkohol może stać się ich substytutem. Pozornie wręcz ułatwia nawiązywanie kontaktu z innymi: sprawia, że stajemy się bardziej przebojowi, przełamujemy nieśmiałość, mniej obawiamy się kogoś dotknąć, okazać mu czułość czy wyznać miłość. W naszej kulturze można przejść przez całe życie, wspomagając się alkoholem. Pije się podczas wszystkich ważniejszych świąt, a także na spotkaniach, podczas których dochodzi do poznania nowych znajomych. Nikt nie widzi niczego złego w uprawianiu seksu pod wpływem alkoholu, wypiciem kieliszka lub kilku „na odwagę” przed oświadczynami czy ślubem. Nasze związki bywają pozorne, oparte na kruchych podstawach.

Niestety, alkoholicy często tracą możliwość prawidłowego odczuwania miłości. Łzy i cierpienie bliskich przestają mieć dla nich znaczenie – liczy się tylko możliwość wychylenia kolejnego kieliszka. Mimo to miłość bywa czynnikiem, który pomaga wyjść z nałogu. Jak to możliwe? Przede wszystkim większości pacjentów zdarzają się momenty, w których bariera opada. Często dzieje się to na kacu – wielu alkoholików zaczyna wówczas przepraszać swoją rodzinę i obiecywać poprawę. Przez chwilę widzą wtedy, że życie ich bliskich zmieniło się na gorsze przez ich picie. Że ich działania mają wpływ nie tylko na nich, ale również na otoczenie. I właśnie w takich chwilach należy zastosować „szorstką miłość”. Bo miłość nie uzdrawia wtedy, gdy żona spłaca długi męża, sprząta jego butelki lub dzwoni do jego miejsca pracy, usprawiedliwić jego nieobecność wymyślonym przeziębieniem. Miłość może pomóc, jeśli zmienimy ją w motywację dla chorego. On sam z siebie na pewno nie zrezygnuje z picia. Może to zrobić jedynie wtedy, gdy uzna, że nie ma innego wyjścia. Gdy doświadczy jego konsekwencji. A to można osiągnąć m.in. poprzez uświadomienie mu skali zniszczeń, jakich alkohol dokonał w funkcjonowaniu całej rodziny. Można nawet postawić mu ultimatum: jeśli nie pójdzie na terapię, małżeństwo się skończy. Nie wolno jednak rzucać słów na wiatr – mogą one paść wyłącznie wtedy, gdy jesteśmy ich pewni i mamy w sobie determinację, by dotrzymać słowa. Oczywiście, chory zdecyduje się na leczenie, bliscy mogą i powinni go w tym wspierać. Jednak to do niego należy pierwszy krok. Nie da się przeżyć życia za kogoś innego. Miłość może uratować alkoholika pod warunkiem, że on sam znajdzie w sobie siłę, by o nią walczyć.

Pijesz? Uratuje cię miłość bliskich, rodziny, ukochanej…

Najlepsze kraje do życia – dlaczego w Polsce nie jesteśmy tak szczęśliwi?

Najlepsze kraje do życia – dlaczego w Polsce nie jesteśmy tak szczęśliwi?

Duńskie Hygge, japońskie Ikigai czy może fińskie Kalsarikännit? Który sposób na szczęśliwe życie sprawdza się w praktyce? A może filozofia ma tu niewiele do powiedzenia i najbardziej liczą się czynniki ekonomiczne? Co roku powstają rankingi najbardziej zadowolonych narodów na świecie oraz miejsc, w których żyje się najlepiej. Niestety, Polska nigdy nie zajęła wysokiego miejsca w żadnym z nich. Dlaczego tak się dzieje? Co sprawia, że mieszkańcy niektórych państw są zauważalnie szczęśliwsi i bardziej spełnieni od innych?

Co jakiś czas cały świat zachwyca się sposobem na życie któregoś z narodów. Najpierw hitem okazało się „hygge”, czyli duńskie rozumienie szczęścia jako wewnętrznej równowagi, spokoju i bezpieczeństwa. Pojęcie to często sprowadzane było do zwykłych, codziennych przyjemności: smacznego jedzenia, wieczorów spędzanych w domu pod kocem i z dobrą książką w dłoni, blasku świec czy ciepłych swetrów i skarpet. Następnie zapanowała moda na japońskie „ikigai”, w którym zawiera się chęć bycia użytecznym dla otoczenia, zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna, optymizm, pozostawanie w kontakcie z naturą, relacje z inspirującymi ludźmi, niespoczywanie na laurach (im dłużej człowiek pozostaje aktywny, również zawodowo, tym lepiej) oraz profilaktyka stresu. Następnie przyszła moda na „kalsarikännit”, czyli przepis na dobre samopoczucie rodem z Finlandii. Co ciekawe, określenie to jest połączeniem dwóch słów: “kalsari”, czyli „bielizny” oraz “kännit”, czyli “pijany” i dosłownie odnosi się do… samotnego upijania się w bieliźnie. Chodzi o stan, który osiągamy, kiedy pozwalamy sobie na brak aktywności oraz społecznych interakcji i pozostanie w domu, kiedy mamy na to ochotę.

W każdej z powyższych ideologii jest sporo racji, a podążanie za nimi z pewnością może nam przynieść sporo korzyści, jednak nie należy traktować ich zbyt serio. Tym, co sprawia, że jedne narody są szczęśliwsze od innych, nie są żadne modne słowa ani sposoby spędzania wolnego czasu – zwłaszcza, że te mogą być różne, niezależnie od kraju pochodzenia. Trudno sobie przecież wyobrazić, że wszyscy Duńczycy spędzają popołudnia opatuleni kocem, popijając gorącą czekoladę przy blasku świec, a każdy Japończyk wstaje od stołu przed pojawieniem się uczucia sytości i zaczyna dzień od gimnastyki. Oczywiście, nawyki i dominujące podejście do życia mogą stanowić część naszego dziedzictwa kulturowego, jednak kraj, w którym mieszkamy, to znacznie więcej niż tradycja i mentalność jego mieszkańców.

World Happiness to coroczny ranking, z którego możemy dowiedzieć się, w którym państwie żyje się najlepiej, a którego mieszkańcy mają znacznie mniej powodów do zadowolenia. Co ciekawe, od lat przodują w nim państwa skandynawskie. Nie inaczej było w tym roku – najszczęśliwszym krajem świata 2018 została Finlandia. Taki wynik może być dla niektórych zaskakujący. W końcu mówimy o miejscu, w którym panują niezwykle niskie temperatury, a część jego terytorium przez większą część roku spowija mrok… Mimo to Finom udaje się zachować pogodę ducha. W jaki sposób? Z pewnością nie bez znaczenia są obiektywne przyczyny, takie jak wysokie PKB (w przeliczeniu na osobę), niski współczynnik korupcji, bezpłatna edukacja, wysokopłatne urlopy rodzicielskie, równowaga między pracą a życiem prywatnym, czynniki zdrowotne oraz imponująca oczekiwana długość życia. Oprócz tego w tym roku po raz pierwszy wzięto pod uwagę zadowolenie imigrantów – w tej dziedzinie Finlandia również przoduje. Można więc podejrzewać, że ogólne szczęście ma związek również z pozytywnym stosunkiem do przybyszów z innych krajów.

Najlepsze kraje do życia – dlaczego w Polsce nie jesteśmy tak szczęśliwi?

Kolejne miejsca w rankingu zajęły Norwegia, Dania, Islandia, Szwajcaria, Holandia, Kanada, Nowa Zelandia, Szwecja, Australia, Izrael, Austria, Kostaryka, Irlandia, Niemcy, Belgia, Luksemburg, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Najmniej szczęśliwi ludzie zamieszkują Jemen, Sudan Południowy, Liberię, Gwineę, Togo, Rwandę, Syrię, Tanzanię, Burundi oraz Republikę Środkowoafrykańską. Polska zaś znalazła się na 46. miejscu zestawienia, tuż za Salwadorem, Ekwadorem oraz Nikaraguą. Choć nie brzmi to imponująco, warto wspomnieć, że taki wynik stanowi pewnego rodzaju awans – od zeszłego roku poprawiliśmy się aż o 11 pozycji. Wyprzedziliśmy również takie państwa jak Portugalia, Japonia, Węgry czy Włochy.

Jak widać, podobnie jak co roku, niekwestionowanymi liderami są państwa skandynawskie, których zaletami są wysokie PKB, ale również silne zaufanie do instytucji publicznych, niski poziom korupcji, poczucie wolności i sprawiedliwości oraz rozwinięty system socjalny. Warto podkreślić, że poczucie szczęścia rodowitych mieszkańców poszczególnych państw pokrywało się z zadowoleniem imigrantów. Co ciekawe, najbogatsze kraje nie zawsze okazują się tymi najlepszymi do życia. Na przykład Stany Zjednoczone od lat odnotowują coraz wyższe dochody na osobę (w ciągu ostatnich 40 lat uległy one podwojeniu!), zaś ich pozycja w rankingu spada. Wygląda na to, że znacznie lepiej wypadają miejsca o niskim poziomie nierówności społecznych (czyli rozwiniętej opiece socjalnej), dające poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości, inwestujące w równość płci oraz systemy utrudniające popadnięcie w ubóstwo. I właśnie do tych wartości powinny dążyć państwa, które znalazły się na niższych miejscach w zestawieniu – w tym m.in. Polska.